Astrid Lindgren – biografia pióra Margarety Strömsted

Tej książki nie można nie zauważyć na półce. Wyrazista twarz Astrid Lindgren, neonowy róż i pomarańcz oraz nieszablonowy font przykuwają wzrok. Kątem oka zauważyłam tę książkę, i, wiedziona impulsem, wzięłam ją do domu. Moje dzieci lubią Emila ze Smalandii. Ja w dzieciństwie chętnie czytałam Pippi Pończoszankę oraz Dzieci z Bullerbyn. Jednak o życiu ich autorki nie wiedziałam właściwie nic. Pod wpływem tęsknego spojrzenia Astrid z okładki zdecydowałam się to zmienić. Poza tym, lubię książki graficznie dopracowane i estetycznie spójne. Pierwszy rzut oka do środka pozwolił mi stwierdzić, że ta książka taka właśnie jest.

Co ciekawe, szata graficzna szwedzkiego wydania aż tak kolorowa nie jest – powiedziałabym, że jest zdecydowanie przeciętna. Polska oprawa to pomysł graficzki Anny Pol, która odpowiada również za wygląd innych biografii Marginesów w tym stylu. Choć to okładka książki o Lindgren jest zdecydowanie najbardziej oczo…intensywna.

Biografia Astrid Lindgren wydana przez Marginesy
Dzieciństwo jak z bajki

Tekst na okładce informuje, że biografię Margarety Strömsted uważa się w Szwecji za „najważniejszą książkę mówiącą o życiu i dziełach Astrid Lindgren„. I wydaje mi się, że jest to najbardziej kompletna biografia pisarki, na jaką można liczyć. Lindgren przez całe życie była dość powściągliwa w mówieniu o życiu prywatnym. Otwarcie i szeroko opowiadała jedynie o swoim dzieciństwie (przynajmniej o jego jasnych stronach), o swoich rodzicach i dziadkach.

Rozdział dotyczący dzieciństwa pisarki jest najbardziej spójny, najrzetelniej opracowany i najbardziej wciągający z całej książki. Ponieważ Astrid  Lindgren „znałam” jedynie poprzez jej książki, byłam zaskoczona, jak bardzo ich bohaterowie, otoczenie, w którym żyją oraz przygody, które przeżywają są wzorowane na życiu samej pisarki. Lisa z Bullerbyn, Madika czy Pippi są do pewnego stopnia różnymi wcieleniami samej  Astrid; Emil i Bosse z Bullerbyn – jej brata Gunnara. Jej dziadek Samuel jest pierwowzorem dziadziusia z Bullerbyn. I tak naprawdę każde dziecko z jej książek jest obdarzone cechami małej Astrid albo towarzyszy jej zabaw z dzieciństwa. Przygody bohaterów jej książek to często po prostu opis tego, co Astrid i jej bliscy wyczyniali jako dzieci. W swoich książkach Lindgren utrwaliła też mnóstwo rodzinnych anegdot.

Astrid urodziła się i wychowała w czerwonym domu w Näs, na skraju Vimmerby. Domu wielce podobnym do tego, w jakim później żyje Emil w Katthult. Zawsze gdy czytam swoim dzieciom Emila ze Smalandii, jestem przyjemnie zaskoczona mocno obrazowym opisem domu Emila, miasteczka Vimmerby, czy innych pobliskich miejscowości, oraz szczegółów życia ich mieszkańców. Z prawdziwą przyjemnością dowiedziałam się, że miejsca te istniały naprawdę, a życie na smalandzkiej wsi na przełomie XIX i XX wieku toczyło się w sposób niemal żywcem wyjęty z książek o Emilu. Bullerbyn podobnie – jest literackim odzwierciedleniem okolic, w których wychował się ojciec Astrid. Pierwowzory wielu takich miejsc są opisane w książce.

Ulubione zdjęcie moich dzieci – dziarska Astrid na drzewie

Margareta Strömsted stara się udowodnić, że bez wspaniałego smalandzkiego dzieciństwa Astrid –  anegdotek jej ojca, szalonych zabaw z kuzynami i przyjaciółmi, figli płatanym służącym i parobkom – nie byłoby takiej pisarki, jaką Astrid Lindgren się stała. To niewątpliwie prawda. Ale z opisu Strömsted można też wysnuć wniosek, że to dzieciństwo Lindgren – czyli pierwsze dwadzieścia lat jej życia – było doświadczeniem, które ukształtowało ją raz na zawsze. Kolejne siedemdziesiąt lat stanowi dość nieostry (i enigmatyczny) dodatek do dzieciństwa, które było tak kolorowe, że mało co mogłoby je przebić. Zdają się potwierdzać to najbardziej znane zdjęcia Astrid – pokazującej język, wspinającej się w podeszłym wieku na drzewa, strojącej miny na poważnych uroczystościach… Jak gdyby pisarka nigdy nie dorosła. A przecież Astrid Lindgren na pewno nie mogła być po prostu jednowymiarową postacią wiecznego, psotnego dziecka w skórze dorosłego. Wspomina o tym zresztą sama Strömsted, kilkukrotnie czyniąc aluzje do skrytej melancholii oraz samotności Astrid – ale nie rozwija tematu.

Dyskrecja przede wszystkim

Książka Margarety Strömsted nie opowiada zatem wszystkiego o życiu Astrid Lindgren. Zważywszy jednak na to, że Margareta przyjaźniła się z Astrid przez ponad trzydzieści lat, przypuszczam, że jest to najbardziej wyczerpująca biografia, na jaką pisarka wyraziła zgodę. Astrid Lindgren, co jest wielokrotnie w biografii podkreślone, niesłychanie uparcie strzegła swojej prywatności. Konsekwentnie nie ujawniała tych spraw ze swojego życia, o których zdecydowała nigdy nie mówić publicznie. I Strömsted jej zdanie szanuje.

Sama zresztą przyznaje, że biografia powstała w ścisłej współpracy z Lindgren. Zarówno jej pierwsza wersja, z 1977 roku, jak i druga, rozszerzona, z 1998 roku, na której opiera się polskie wydanie. Mogę się domyślać, że jeśli w szkicu książki pojawiły się jakiekolwiek fragmenty, których Astrid Lindgren nie aprobowała, skrzętnie dopilnowała, by zostały one usunięte. A Strömsted nie ośmieliła jej się sprzeciwić (inaczej niż Katarzyna Kubisiowska, biografka Jerzego Pilcha, z którą pisarz i jego matka podobno zerwali kontakty po opublikowaniu Pilcha w sensie ścisłym).

Czego zatem nie dowiemy się z tej biografii? Nie dowiemy się kim był ojciec syna Astrid, Larsa. Nie poznamy szczegółów jej znajomości i małżeństwa ze Sturem Lindgrenem i jego długiej choroby. Nie za wiele jest też informacji na temat jej dzieci (o ile nie wiąże się to z twórczością Astrid), a istnienie wnuków i prawnuków jest jedynie zasygnalizowane. Praca Astrid przy cenzurze korespondencji podczas II wojny światowej jest opisana tak enigmatycznie, że więcej można wyczytać między wierszami niż wprost. Nie za dużo o ciemnych zakamarkach duszy, samotności, melancholii czy słabościach – choć Strömsted wspomina, że Astrid często popadała w przygnębienie, ale na użytek publiczny zawsze ukrywała swoje smutki pod wesołością. Zatem – żadnych pikantnych szczegółów, minimum kontrowersji, maksimum dyskrecji.

Drzewo genealogiczne Astrid Lindgren
niech świadczą książki

Książka orbituje wokół twórczości Astrid Lindgren, przez pryzmat której przedstawiana jest jej osoba. To właściwie nie jest ścisła biografia, ale krtytycznoliteracka analiza dorobku Astrid połączona z ujawnianiem faktów z jej życia. Synteza i analiza dzieł Lindgren jest przeprowadzona przez Strömsted wnikliwie i pozwala dostrzec nieoczywiste powiązania między nimi. Kompetencja Strömsted robi wrażenie. Przy czym – należy to podkreślić – absolutnie wszystko, co wyszło spod pióra Astrid otrzymuje od Strömsted najwyższą notę.

Niekiedy odnosiłam wrażenie, że Margareta Strömsted gorliwie usiłuje ze swojej biografii uczynić hołd i pomnik dla Astrid Lindgren – i te momenty są najsłabszymi punktami książki. To, oraz oszczędne opowiadanie o dorosłym życiu Astrid, innym niż zawodowe. O ile jednak pierwszego nie mogę pochwalić, o tyle z drugim pozostaje mi się pogodzić, choć biografia pozostawia po sobie niedosyt. Tak jak jednak już wspomniałam, zapewne jest to najbardziej kompletna biografia Lindgren, na jaką możemy liczyć.

Właściwie, imponuje mi ta lojalność Strömsted wobec Lindgren. Podobnie zdawkowo o zbyt prywatnych sprawach pisze Michał Rusinek w swojej książce Nic zwyczajnego na temat Wisławy Szymborskiej. Wypada zatem uszanować zdanie Astrid Lindgren i zaakceptować fakt, że nie dowiemy się o niej niczego więcej ponad to, o czym sama postanowiła opowiedzieć.

Podsumowując, po książkę Margarety Strömsted warto sięgnąć, bo stanowi ona interesujący i plastyczny obraz jednej z najbardziej znanych autorek oraz wartościowe źródło wiedzy o jej dziełach. W analizie dorobku pisarki Strömsted wykazuje się wybitnym znawstwem. Wiele dowiemy się też o dzieciństwie Lindgren i życiu w szwedzkiej wsi w XIX i na początku XX wieku. A niektóre peany na cześć Astrid najlepiej czytać z przymrużeniem oka, mając w pamięci to, że Strömsted łączyła z Lindgren wieloletnia przyjaźń i naturalnie jej biografię pisała poprzez ten pryzmat.

Margareta Strömsted, Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości, przeł. Anna Węgleńska, wyd. Marginesy, Warszawa 2015

(Wszystkie zdjęcia pochodzą z książki.)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 56 times, 1 visits today)
  • Zaciekawiłaś mnie biografią Astrid, bo sama czytuję dzieciom „Dzieci z Bullerbyn” (chyba bardziej sobie niż dzieciom), a Emila ze Smalandii słuchają w formie audiobooka czytanego przez niezawodną Edytę Jungowską. Ciekawe są takie niedopowiedziane życiowe historie, choć oczywiście czytając biografię miałoby się nadzieję i smaczek na więcej. Dlatego biografie są tak mało dyskretną formą literacką, że w sumie nie wiadomo, czy to wypada tak wszystko o kimś wiedzieć? A może lepiej nie? Podobnie jak z Kapuścińskim, może lepiej niech by był tym bohaterskim podróżnikiem bez żadnej skazy? ;)
    Pozdrowienia z Poznania!

    • Ania || SlowReading.pl

      Kasiu, chyba nie ma ludzi idealnych, a autorzy książek nie są wyjątkiem – choć takimi chcielibyśmy ich widzieć. I jak tu żyć? ;)
      Na ten audiobook też się czaję, ale to za jakiś czas, gdy dzieci podrosną. Czytasz coś jeszcze z klasyki dzieciom (sobie:))?
      Pozdrowienia!

      • Czytałam „Muminki”, ale dzieci nie załapały. Jeszcze przyjdzie na to czas – były wtedy ewidentnie za małe, a książeczki nie mają zbyt wielu obrazków. Za to mojego 4-latka bardzo wciągnął „Pan Samochodzik” Nienackiego! Słucha z zapartym tchem :) I to mąż bardziej dla siebie czyta :)