Widnokrąg, Wiesław Myśliwski. Gdzie jest twój punkt odniesienia?

Dzisiaj prawdziwy slow read! Idealna lektura, do czytania której dobrze znaleźć sobie spokojne miejsce, w którym nikt nie będzie przerywał. Widnokrąg Wiesława Myśliwskiego.

Mistrz. Najwybitniejszy polski pisarz współczesny. Taką pozycję ma Wiesław Myśliwski na współczesnej polskiej scenie literackiej.

Sława Myśliwskiego mnie onieśmielała. Na tyle, że przez długi czas wzbraniałam się przed sięgnięciem po jego książki w obawie, że rozmach i styl autora mnie pokonają. Jak się okazało – niesłusznie. Książki Myśliwskiego mają rozmach i styl, to prawda. Wielki styl. I są jednymi z najlepiej napisanych i najważniejszych książek, jakie przeczytałam w życiu. Zaczęłam od Traktatu o łuskaniu fasoli, teraz przyszła kolej na Widnokrąg.

Książki Myśliwskiego od razu wywarły na mnie mocne wrażenie. Jednak wcale nie żałuję, że tyle zwlekałam z ich czytaniem. Czasem do najlepszych rzeczy należy dojrzeć. Do pewnych treści trzeba dorosnąć, by móc je pojąć. Wydaje mi się, że ich lektura nie byłaby dla mnie tak intensywnym przeżyciem, gdybym zabrała się za nie wcześniej. Z książek Myśliwskiego wyniosłam wiele przemyśleń, ale jestem przekonana, że nie wszystko w nich dostrzegłam. Gdy powrócę do nich za kilka-kilkanaście lat, bogatsza o nowe doświadczenia, na pewno dostrzegę w nich nowe wartości.

Widnokrąg Wiesław Myśliwski
„Widnokrąg” Wiesława Myśliwskiego – tu bez obwoluty

Z bohaterem Widnokręgu, Piotrem, z pozoru nic mnie nie łączy. Rówieśnik moich dziadków, wychowany w małej sandomierskiej wsi. Wcześnie osierocony przez ojca, żyjący z matką na granicy ubóstwa w komunistycznej Polsce. Jako narrator snuje wspomnienia o swojej rodzinie i bliskich. Opowiada o swoim dzieciństwie i młodości – wpierw u dziadków na wsi, gdzie schronił się wraz z rodzicami na czas wojny, później w suterenie domu na Rybitwach, nieistniejącej już dzielnicy u stóp Sandomierza.

Niby są to historie z innej epoki, innego ustroju, z Polski, której już nie ma. Przesycone chłopską obyczajowścią i moralnością. Jak miałabym się w nich odnaleźć? A jednak silnie mnie poruszyły. Wielokrotnie utożsamiałam się z ich bohaterami – dostrzegłam siebie w ich smutku, tęsknotach, niełatwych relacjach. I myślę, że każdy będzie mógł to zrobić. Ponieważ Widnokrąg Myśliwskiego to panoramiczna historia, w której grają nuty współbrzmiące z doświadczeniem każdego człowieka.

Myśliwski jest znany i ceniony za uniwersalny wymiar swoich powieści. Zresztą, sam autor mówi o tym w wywiadach – że jednostkowe historie bohaterów jego książek mają być lustrem dla ludzkich losów i natury. Nie chcę tu powtarzać tego, co podkreślają krytycy – że jego książki wychodzą daleko poza chłopski kontekst. Nie trzeba tego wiedzieć przed lekturą, bo i tak podczas niej ten wniosek sam się nasuwa. Myśliwski, owszem, w swojej twórczości znakomicie upamiętnia polski folklor i dawną wieś – ale nie to stawia sobie za najważniejszy cel.

Widnokrąg naszej tożsamości

Głównym tematem Widnokręgu jest rodzina – pochodzenie, przynależność, więzi. Jako dziecko Piotrek nie dostrzega trosk swoich rodziców. Żyje w magicznym świecie konstruowanym z podsłuchanych rozmów dorosłych, rodzinnych rytuałów, opowieści starszych kolegów, własnych fantazji i marzeń. Do niezrozumiałych zachowań dorosłych dorabia własne teorie, choć na ogół mało krytycznie podchodzi do świata. Schowany na wsi, nie dostrzega i nie rozumie grozy wojny, nawet, gdy później widzi śmierć, a front przechodzi obok jego domu.

Jako nastolatek ma silną potrzebę autonomii, wciąż próbuje wyrwać się spod matczynych skrzydeł, choć w tak niewielkim miasteczku, jak Sandomierz, nie za bardzo jest dokąd uciekać. Często spędza czas na obserwowaniu fascynujących go sąsiadek. Rodzice zaś najczęściej go po prostu irytują. Nie jest jeszcze w stanie zrozumieć ich skomplikowanych emocji i relacji. Oni również nie wtajemniczają go we wszystkie swoje problemy. Drażni go nadopiekuńczość matki. Jej zgryzoty i zapobiegliwość, by jakoś wiązać koniec z końcem wydają mu się groteskowe. Bardzo chorym ojcem wręcz pogardza, ma go za słabeusza.

Jako młody dorosły Piotr, już z własną rodziną, czuje się uprawniony do „unwocześniania” swoich bliskich. Wierzy, że trzeba iść z duchem czasu i denerwuje go, że oni nie są w stanie dotrzymać tempa – a może nie dostrzega, że wcale nie mają na to ochoty. Irytuje go ich zakorzenienie w przeszłości, która wprawia go w zażenowanie i od której chce uciec.

Bardzo przypomina mi to to, o czym pisał David Nicholls w powieści My (bardzo polecam tę książkę, choć polska okładka jest paskudna): że każdemu nowemu pokoleniu młodych dorosłych – zwłaszcza, gdy sami zostają rodzicami – wydaje się, że oto odkryli prawdę o życiu i jedyne słuszne rozwiązania i mają poczucie wyższości wobec swoich rodziców, że tamci na to wcześniej nie wpadli:

Ach, ta pewność siebie, to samozadowolenie młodych rodziców! Widzicie, jacy jesteśmy dobrzy? Pokażemy wam, jak to trzeba robić! Jestem przekonany, że moi rodzice próbowali udzielać podobnych lekcji swoim, myślę, że zawsze tak było i będzie (…) . Ale być może złudne jest przekonanie, że każde pokolenie jest mądrzejsze od pokolenia swoich rodziców. Gdyby tak było, rodzicielska mądrość zwiększałaby się jak moc obliczeniowa procesorów komputerowych i żylibyśmy teraz w utopijnej krainie otwartości i zrozumienia.

(David Nicholls, My, Świat Książki 2015, przeł. Jan Kraśko)

Podobnie Piotr. Usilnie stara uciec się od świata swoich rodziców i zamknąć za sobą rozdział dzieciństwa. Po to tylko, by na starość jednak nieświadomie i niepostrzeżenie wejść w ich buty i w rodzinne koleiny – żeby szukać w nich śladów swoich rodziców i płakać nad pytaniami, których nie zdążył im zadać.

Podróż Piotra przez życie jest próbą wyjścia poza rodzinny widnokrąg. I choć przynosi mu ona nowe doświadczenia, koniec końców Piotr przekonuje się, że każdy z nas kiedyś powróci tam, skąd przyszedł. Każdy z nas nosi w sobie założycielską historię, która go określa. Choćbyśmy nie wiem, jak się starali, nie jesteśmy w stanie uciec od własnej tożsamości i korzeni.

Myśliwski w sposób chwytający za serce opisuje nieunikniony proces rozluźniania więzi z rodzicami i dziadkami, gdy zaczyna w nas zanikać dziecięce poczucie lojalności. A potem pokazuje, jak, chociaż się przed tym zawsze bronimy, na starość zamieniamy się w jakiejś części w wersję swojej matki i ojca. I wtedy możemy ich zrozumieć.

W ten sposób tytuł książki – Widnokrąg – zyskuje wiele metaforycznych znaczeń. Każda rodzina ma swój, pokoleniowy widnokrąg. W dzieciństwie, choć nie zdajemy sobie z niego sprawy, daje on ma poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Dorastając, chcemy poza niego uciec i tworzymy własny widnokrąg, który może bardziej lub mniej pokrywać się z tym rodziców. Myśliwski dodaje: „I nieważne, czy jest to jedynie złudzenie. W końcu wszystkie uczucia i wszystkie myśli prowadzą do złudzeń.”

W powieści często ten prawdziwy widnokrąg jest też symbolem tęsknoty – za innym życiem, za zmianą… Zresztą, poszukajcie sami, zachęcam. Myśliwski zapewnia szerokie pole do interpretacji.

Literackie wyżyny

Wiesław Myśliwski jest mistrzem słowa. To nie jest autor, który utrzymuje przez całą książkę równy poziom. On go z rozdziału na rozdział podnosi. Każdą stronę czytałam z rosnącym podziwem. Jeśli o jakimś języku można powiedzieć, że jest „literacki”, to zdecydowanie o tym, którym posługuje się Wiesław Myśliwski. Przy tym język ten jest do bólu autentyczny. Nie wydumany i wykreowany, ale wzięty z życia. Myśliwski to mistrz obserwacji.

Jest też niezrównany w budowaniu nastroju i napięcia. Niemal niezauważalnie, małymi kroczkami, wciąga czytelnika w opowiadane historie. Każde zdanie jest jak haczyk, na które nas łowi, tak że chcemy więcej i więcej. Po czym nagle, jak obuchem, uderza zaskakującym epilogiem wątku! Potrafi w taki sposób konstruować opowieść, że człowiek czyta jak przygwożdżony i zastanawia się, co będzie dalej.

Widnokrąg Wiesław Myśliwski
„Widnokrąg” Wiesława Myśliwskiego – „W poszukiwaniu zgubionego buta”

Absolutnym mistrzostwem (i powinnam to dwa razy podkreślić, bo to prawdziwy mastersztyk!) jest rozdział W poszukiwaniu zgubionego buta. Dla mnie to najwspanialszy rozdział w całej książce. Jest to małe literackie arcydzieło i kompletna opowieść sama w sobie. Desperackie poszukiwania przez Piotra i jego matkę zaginionego buta stają się alegorią ludzkich losów. Na podstawie tego rozdziału powstał w 1997 roku spektakl Teatru Telewizji w reżyserii Izabelli Cywińskiej.

Sposób opowiadania Myśliwskiego jest fascynujący i nielinearny. Poszczególne wątki wracają, jak po spirali, niosąc wciąż nowe szczegóły historii. I chociaż sceny w Widnokręgu nie są brawurowe – nie ma tam żadnej szarży, ot, zwyczajne życie – to jednak całość jest niesamowita.

Oprócz wspomnianego wyżej motywu tożsamości i rodzinnych relacji, w książce interesujące są również inne tematy. Jest tu obraz polskiej wsi w latach 40. oraz Polski odbudowującej się po wojnie, z wszechobecną biedą i nędzą. Jest pokazany powojenny zanik więzi społecznych i powstania za czasów komunizmu atmosfery wzajemnej podejrzliwości i nieufności – która jest naszym narodowym spadkiem po tych czasach. Mocno zaznaczony jest wątek obecnego-nieobecnego ojca i relacji z nim. Jest miłość, troska, smutek i strach oraz różne ich przejawy. Jest ból, są niewygodne emocje i myśli, z którymi nie umiemy się zmierzyć. Oraz heroizm codziennego życia.

Czy Myśliwski opisuje w Widnokręgu samego siebie i swoją rodzinę? I tak, i nie. Ale – czy to ważne? Dla mnie nie. Tej powieści w ogóle nie czytałam przez pryzmat biografii autora, choć można i tak. W tej powieści samemu można się przejrzeć, jak w lustrze.

Rozpisałam się, ale też Widnokrąg to nie jest to książka, której sprawiedliwość odda pobieżny opis. Widnokrąg w wyjątkowy sposób przedstawia, jak rodzina i doświadczenia z nią związane – jej obecność lub brak – zakreśla horyzont naszej tożsamości. To nie jest lektura na jedno posiedzenie. Poszczególne zdania i tematy muszą mieć szansę się uleżeć. Wartość artystyczna i literacka Widnokręgu zasługują na uważność. Dlatego warto jego czytanie nawet trochę rozciągnąć w czasie.

Wiesław Myśliwski, Widnokrąg, Znak, Kraków 2007

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 131 times, 1 visits today)
  • F

    Mam tę książkę na półce, gdzie czeka na swój czas, czeka, aż będę gotowy. Po tym tekście jestem bardziej gotowy, albo raczej mam większą potrzebę na jej przeczytanie.

    • Ania || SlowReading.pl

      Niech czeka na swój czas :) Książka ma już 20 lat, jeszcze chwilę poczekać może;) Tym bardziej, że się nie zdezaktualizuje.

  • Chętnie przeczytam tę książkę. Sprawdza się tu powiedzenie, że nie ocenia się książki po okładce.

    • Ania || SlowReading.pl

      To prawda :) Akurat okładka „Widnokręgu” dla mnie jest w porządku, choć okładki innych jego książek uważam za ładniejsze. Ale np. okładka wspomnianego „My” Davida Nichollsa jest naprawdę okropna! A to taka dobra książka :)

  • Ruda

    Czytałam książkę chyba z 14 lat temu – bardzo długo, ponieważ w ogóle mi się nie podobała, a rozdział o bucie w szczególności. Kilka lat temu przeczytałam „Traktat…”, który mnie zachwycił. Pewnie powinnam wrócić do tej pierwszej książki. Zresztą zgadzam się, że są książki, które powinno się czytać co jakiś czas, ponieważ ich odbiór zmienia się razem z nami. Dla mnie takimi książkami były np. Przygody dobrego wojaka Szwejka, Przygody Hucka Finna, powieści Witkacego.
    Poza spektaklem, o którym piszesz był jeszcze jeden, który pamiętam jak przez mgłę. Grał tam chyba Krzysztof Globisz (rola drugoplanowa) i dotyczył prelekcji propagandowej, którą główny bohater ma przeprowadzić w zakładzie pracy. Tylko, że w ogóle nie pamiętam szczegółów.

    • Jeśli miałabym zrobić mój prywatny ranking, to „Traktat…” byłby przed „Widnokręgiem”, co nie znaczy, że ten drugi gorszy :) Rozdział o prelekcji też się nadaje na spektakl, ile tam jest dramaturgii w niby niepozornej historii, od prób zawiązania słusznego krawata i podróży PKSem zaczynając :)

      • Ruda

        Zapomniałam już o wiązaniu krawata – akurat ten motyw był doskonały.
        Książki tego typu – książki traktaty – coraz bardziej je cenię. Chyba to kwestia wieku. A po 50-tce pewnie będę czytała Marka Aureliusza i innych klasyków (jak ojciec Borejko).

        • Kto wie :) Widzę też po sobie, że do pewnych książek trzeba dojrzeć. Z innych z kolei się wyrasta.