Miniaturzystka, Jessie Burton

Miniaturzystka Jessie Butron powstała z inspiracji pewnym eksponatem, który znajduje się na wystawie w Rijksmuseum w Amsterdamie. To ponad trzystuletni domek dla lalek. Określenie „domek” może być mylące, bo to sporych rozmiarów kredens, podzielony na dziewięć wnęk – pomieszczeń. Każde z nich zostało umeblowane i wyposażone z zachwycającą precyzją. Jego właścicielka poświęciła mu długie godziny. Jednak nie była nią żadna dziewczynka.

Miniaturzystka Jessie Burton
„Miniaturzystka” powstała z inspiracji tym oto domkiem. / Źródło: Rijksmuseum.nl
Z muzeum do książki

Domek dla lalek, o którym mowa, to miniaturowe, drogocenne dzieło sztuki. Należał do Petronelli Oortman, żony bogatego amsterdamskiego kupca, która tworzyła go przez wiele lat, zamawiając u rzemieślników  kolejne miniatury. Była tak dumna ze swojego dzieła, że zleciła nawet jego namalowanie. Wyposażenie domku, układ jego pomieszczeń, ich dekoracja są wierną kopią rzeczywistych wnętrz amsterdamskich bogaczy z XVII wieku – prawdziwym domem samej Petronelli w miniaturze. Z zachowaniem skali i oryginalnych materiałów. Ta „zabawka” to fascynujące świadectwo wielkich pieniędzy i kaprysów bogatego mieszczaństwa, dająca wgląd w codzienne życie tej warstwy. Pożywka dla snucia fantazji i opowieści.

W wywiadzie dla Bookish Jessie Burton opowiada, jak zobaczywszy ten domek w Amsterdamie, nie mogła przestać myśleć o jego właścicielce. Co takiego sprawiło, że kobieta, dysponująca ogromnymi pieniędzmi, które mogłaby przeznaczyć właściwie na cokolwiek, zdecydowała się wydawać tysiące guldenów na małe mebelki i tycie laleczki w miniaturowych pokojach? Czego brakowało jej w prawdziwym życiu, a co próbowała sobie zrekompensować tym kosztownym hobby?

Te pytania doprowadziły Burton do napisania Miniaturzystki. To fikcyjna powieść, ale osadzona w XVII-wiecznym Amsterdamie. Jej bohaterka, Petronella Oortman, nazywa się tak samo, jak wspomniana bogata Holenderka. I również staje się właścicielką kredensowego domku dla lalek, wzorowanego na jej własnym. Na tym podobieństwa się kończą.

Miniaturzystka Jessie Burton
Jessie Burton, „Miniaturzystka”, Wydawnictwo Literackie
Pieniądze i pruderia

Osiemnastoletnia Petronella, za sprawą małżeństwa z bogatym agentem Holederskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, trafia z wiejskiego dworu do Amsterdamu. Przybywa z niewielkim bagażem, za to z głową wypełnioną dziewczęcymi marzeniami o miłości, pełna nadziei na przyszłość. Mało wie o życiu, a wielkie miasto, w którym nie ma żadnych znajomości, deprymuje ją.

Amsterdam przeżywa w tym czasie swój Złoty Wiek. Kontekst historyczny jest tu istotny, bo specyficzna atmosfera XVII-wiecznego Amsterdamu nadaje klimat całej powieści. Z jednej strony to miasto sukcesu, ośrodek międzynarodowego handlu wszystkimi możliwymi towarami, centrum kultury i sztuki. Nad kanałami powstają okazałe domostwa burżuazji, kwitnie przemysł, a obywatele są bardziej wykształceni niż w innych częściach Europy. Nawet prowadzone przez Niderlandy wojny z Anglią nie wpływają na pogorszenie warunków codziennego życia.

Z drugiej strony, w siłę rośnie ortodoksyjny kalwinizm. Wprawdzie sprzyja bogaceniu się, ale jego moralne zasady są bezkompromisowe. Zafiksowany na punkcie rozwiązłości, surowo potępia wszelkie jej przejawy. Reputacja jest wszystkim. Hermetyczny charakter amsterdamskiego mieszczaństwa sprzyja inwigilacji bliźnich – wręcz do niej zachęca. Organizacja społeczna jest oparta na gebuurte, sąsiedzkich społecznościach, dbających o ład i bezpieczeństwo w miejscach publicznych. Często jednak sprowadza się to do tego, że sąsiadów bardziej niż współpraca, interesują przeszpiegi.

Duszna atmosfera wzajemnej nieufności mocno daje się we znaki Petronelli. Dodatkowo okazuje się, że jej małżeństwo znacznie odbiega od wyśnionego ideału. Apodyktyczna szwagierka też nie darzy jej sympatią, a służba traktuje z dystansem. Wszyscy zdają się skrywać jakieś tajemnice.

Dla osamotnionej Petronelli jedyną rozrywką staje się podarowany jej przez męża kunsztowny domek dla lalek. W poszukiwaniu rzemieślnika, który pomógłby jej go wyposażyć, Nella trafia na miniaturzystkę. Tajemnicza kobieta szybko zaczyna nadawać ton jej życiu. Wie o niej więcej niż Nella chciałaby ujawnić. Jej maleńkie dzieła zdają się niepokojącym komentarzem do życia dziewczyny, a ta rozpaczliwie szuka w nich jakichś wskazówek.

Miniaturzystka Jessie Burton
Domek Petronelli Oortman na wystawie w Rijksmuseum w Amsterdamie / Źródło: urbanpixxels.com
Zabawkowe panopticum

Domek dla lalek, ta pomniejszona wersja świata Petronelli, z niewinnej zabawki zamienia się w szyderstwo. Dzięki swoim małym rozmiarom zapewnia perspektywę, z której jednym spojrzeniem można ogarnąć całość życia Nelli. Jak krzywe zwierciadło pokazuje niemoc tam, gdzie inni chcieliby widzieć siłę, opuszczenie tam, gdzie miała być bliskość. Jego tyci mieszkańcy są uwięzieni w złotych klatkach swoich pokoi tak samo, jak ich odpowiedniki, prawdziwi ludzie, w społecznych konwenansach.

Z drugiej strony jednak, domek nie jest wierną kopią prawdziwego życia. Prawdziwa Petronella, inaczej niż jej pomniejszona wersja, może jednak próbować wziąć swój los w swoje ręce – nawet w ograniczony sposób. Prawdziwi ludzie, inaczej niż laleczki, nie muszą być bezwolnymi ofiarami przeznaczenia.

Aspiracje kontra rezultaty

Miniaturzystka to powieść z ambicjami. Obraca się wokół odwiecznych filozoficznych zagadnień: udręk ludzkiej duszy, samotności, dostosowania i indywidualizmu. Miotanie się bohaterów pomiędzy pragnieniem zachowania status quo (również materialnego), a desperackim łaknieniem wolności przywodzi mi na myśl Buddenbrooków Thomasa Manna, choć Miniaturzystka nie jest napisana z takim nerwem i rozmachem. Jej bohaterom przydałoby się więcej psychologicznych niuansów – bez popadania w skrajności.

Widać, że Burton zależało na stworzeniu silnych, złożonych kobiecych postaci (mężczyźni w Miniaturzystce są potraktowani pobieżnie). Nella jest pełna sprzeczności, ale ponieważ proporcje nie są wyważone, główna bohaterka często traci na wiarygodności. Raz zachowuje się wyjątkowo dziecinnie i do bólu naiwnie, innym nad wyraz dojrzale, ze stoickim spokojem akceptując swoją sytuację. Czasami jest też na wskroś współczesna w swoim postępowaniu i poglądach. Bardziej udaną i lepiej zbalansowaną kreacją jest postać jej szwagierki Marin, która ma wiele intrygujących tajemnic.

Bardziej pełnokrwiste od głównej bohaterki są postaci drugoplanowe, jak jej mąż, Johannes. Został jednak potraktowany powierzchownie – jego postać, opinie, uczucia, zdecydowanie proszą się o pogłębienie. Tym bardziej, że dramat Nelli jest z nim bezpośrednio związany.

Tutaj mój kolejny zarzut: koncept, wokół którego Burton konstruuje centralny wątek dramatyczny jest, moim zdaniem, pójściem na łatwiznę. Kiedy sięga się po (niestety wciąż) kontrowersyjny temat, należy go ogrywać umiejętnie, inaczej robi się z tego sztampowe powielanie kliszy. Miniaturzystka nie zgłębia motywów postępowania bohaterów, brakuje jej finezji w tych nielicznych wiwsekcjach ich uczuć, które pojawiają się w książce.

Miniaturzystka Jessie Burton
Kanał Herengracht, przy którym mieszkała bohaterka „Miniaturzystki”; autor: Gerrit Adriaensz Berckheyde, ok. 1671-1672 / Źródło: Rijksmuseum.nl
Tło na pierwszym planie

Siła tej powieści leży gdzie indziej. Amsterdam, mający być tłem dla zmagań bohaterów, fascynuje i wybija się na pierwszy plan. Widać, że Burton zrobiła solidny research do książki (chyba już nikt nie używa słowa „kwerenda”). Atmosfera XVII-wiecznego Amsterdamu i jego realia zostały odtworzone z godną podziwu dbałością o szczegóły. Gierki i układy w mieście są bardziej frapujące niż osobiste przeżycia Nelli.

Pomimo niedociągnięć, Burton udaje się postawić kilka ważnych pytań o to, na ile możemy pozostać sobą, nie raniąc przy tym innych. Oraz na ile nasi bliscy są nas w stanie bezwarunkowo akceptować i kochać. To też historia o dojrzewaniu, czyli braniu odpowiedzialności za to, kim się w końcu stajemy.

O czym jeszcze? O lojalności i przywiązaniu. O dylematach i sekretach, które skrywa każda rodzina. O indywidualności w kolektywnym społeczeństwie. To mocno melancholijna książka.

Choć nie jest to rzecz wybitna, jak krzyczały materiały promocyjne, Miniaturzystka powinna zadowolić tych, którzy szukają nie za ciężkiej, ale sensownej lektury, niebędącej po prostu czczym powieścidłem. Jej atutem są wiernie odmalowane historyczne realia, fascynujący Amsterdam oraz niepospolite bohaterki.

 

P.S. BBC wykupiło prawa do ekranizacji powieści. Miniaturzystka ma być trzyodcinkowym serialem. Jego emisję zaplanowano na 2017. Chętnie obejrzę, żeby sprawdzić, czy wersji filmowej uda się wycisnąć z historii Petronelli więcej niż książce.

 

Jessie Burton, Miniaturzystka, przeł. Anna Sak, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 111 times, 1 visits today)
  • Kilka razy próbowałam rozpocząć czytanie tej książki i poległam. Niestety początek mnie nudził, więc ponieważ książkę mam na czytniku to po prostu wybierałam jakąś inną. A ten Amsterdam mnie mocno przyciąga, więc chyba będę musiała się spiąć w sobie i przetrwać początkowe niedogodności lektury, aby móc zanurzyć się w tej historii głębiej. Nie nastawiam się na literacki cud, więc mam nadzieję, że się nie rozczaruję :)

    • Miałam takie same odczucia :) Ale do odwzorowania dawnego Amsterdamu Jessie Burton naprawdę się przyłożyła – „Miniaturzystka” to dobry punkt wyjścia do późniejszego pogłębiania tematu, jeśli ma się ochotę ;)