Wykluczeni, Artur Domosławski

Artur Domosławski – Wykluczeni. Książka nominowana do literackiej Nagrody Nike 2017. Zarazem jeden z ważniejszych reportaży o stanie współczesnego świata, wydanych w zeszłym roku w Polsce. Według mnie – pozycja obowiązkowa dla ludzi, którzy chcą nazywać siebie „świadomymi”.

Artur Domosławski jest kojarzony głównie jako autor głośnej biografii Kapuściński non-fiction, której publikacja w 2010 roku zakończyła się procesami autora z rodziną Ryszarda Kapuścińskiego o naruszenie dóbr osobistych. Chociaż wydawca – Świat Książki – zaproponował ugodę, obejmującą m.in. publikację kolejnych wydań książki w formie okrojonej o najbardziej kontrowersyjne rozdziały, stawiające słynnego reportera w mało korzystnym świetle, Domosławski na nią nie przystał. Walka Artura Domosławskiego o prawo do publikacji książki w pierwotnym kształcie trwała sześć lat i zakończyła się w Sądzie Apelacyjnym, który, wydając wyrok przychylny dla autora, uznał jego prawo do integralności dzieła.

Zostawmy Kapuścińskiego, bo nie niego tu chodzi. Za to historia sądowych sporów, w których Artur Domosławski nie chciał zrezygnować ze swoich racji (nawet dla świętego spokoju – w wersji najbardziej ostatecznej chodziło o usunięcie „już tylko” 10 stron tekstu) i dążył do ich uznania, mówi co nieco o jego charakterze. Jak również o jego stylu i zasadach pracy jako reportera.

Wykluczeni Artur Domosławski
Artur Domosławski, „Wykluczeni”, wyd. Wielka Litera

Nieustępliwy. Wytrwały. Dążący do prawdy. To pierwsze trzy określenia, które przychodzą mi na myśl. Z takim właśnie podejściem pisani są Wykluczeni – obszerny zbiór reportaży i opowieści o współczesnym życiu w najgorszych zakątkach globalnego Południa.

Gwoli wyjaśnienia: określenia „globalna Północ” i „globalne Południe” zastąpiły dawną terminologię „krajów rozwiniętych” oraz „rozwijających się”, tudzież „Trzeciego Świata”. Głównie dlatego, że są one niewartościujące, a dodatkowo, „kraje rozwijające się”, no cóż… Jak wynika z książki Domosławskiego, niekoniecznie się rozwijają.

Właśnie w podróż do tych miejsc zabiera nas Artur Domosławski. Konkretnie – do ich „jądra ciemności”, gdzie ludzkie życie nie ma wartości. Ze wspomnianą wytrwałością reporter dąży do odkrycia niewygodnych prawd. Interesują go ci najbiedniejsi z biednych, wykluczeni – ze społeczeństwa, z dobrobytu, z udziału w konsumpcji. Pozbawiani praw, pomocy, domów, przyszłości, nierzadko życia. Ludzie, którzy przegrali grę już na samym starcie. Dla których nie ma miejsca w systemie ani w planie. O których nikt się nie upomni. Ludzie zbędni, „ludzie-odpady”.

Ich historie Domosławski najczęściej poznawał podczas zbierania materiałów do innych swoich reportaży. Na przestrzeni kilkudziesięciu lat zgromadził ich tyle, że powstała teraz z nich obszerna książka. Wypełniona opowieściami o podłościach, do jakich ludzie są zdolni wobec innych ludzi.

Wykluczeni potrzebują naszego oburzenia

Wykluczeni rozpoczynają się mocno. Reportażem o morderstwach na obywatelach Kolumbii, dokonywanych przez wojsko za wiedzą rządu. A potem następuje kaskada ludzkich dramatów: walka o przetrwanie w brazylijskich fawelach, dziecięca emigracja z Hondurasu i państw ościennych, wymuszona zatrważająco wysokim poziomem przestępczości, chaos i humanitarna katastrofa w najmłodszym państwie świata – Sudanie Południowym, kobietobójstwa w Meksyku…

Artur Domosławski opowiada również o sprawach, o których mówi się rzadko lub wcale. Oto parę przykładów, których istnienia można nie być świadomym: brytyjska sieć obozów w Kenii w latach 50., w których Brytyjczycy torturowali członków plemienia Kikujów. Rohjingowie, wobec których nacjonalistyczny rząd Mjanmy (dawnej Birmy) prowadzi planową politykę eksterminacji. Prześladowania ahmadich (odłam islamu) w Pakistanie.

Reportaże są przeplatane rozdziałami nazwanymi „Poza kadrem”. Są one dodatkowym komentarzem, czasem interpretacją, czasem poszerzeniem kontekstu. Niekiedy zaś ujawniają osobisty pogląd autora na opisywane sprawy. Odsłaniają także kulisy pracy czy moralne dylematy reportera.

Bardzo ciekawe są te fragmenty, w których Domosławski decyduje się porzucić chłodną dziennikarską rzeczowość dla bardziej osobistego punktu widzenia. Z rozdziału na rozdział, z podróży na podróż jego podejście ewoluuje: od beznamiętnego przedstawiania faktów do płomiennego orędownictwa na rzecz poprawy bytu wykluczonych. Oraz wściekłości na nasz zachodni świat, który skutecznie unika wzięcia za ten byt odpowiedzialności. Dlatego nie jest to książka „równa”. Raz styl Domosławskiego jest „suchy” i dążący do maksymalnej bezstronności, kiedy indziej zaangażowany i pełen oburzenia (gniewu?). Choć w końcowych, najnowszych reportażach autor wpada w wojowniczy ton, daleka jestem od czynienia mu z tej stronniczości zarzutu, bo, po pierwsze – Domosławski nie idealizuje swoich bohaterów, a po drugie – trudno nie zgodzić się, że występuje w słusznej sprawie. W obronie prawa każdego człowieka do godnego życia.

Przyznam szczerze, że osobiście wolę styl pisania Justyny Kopińskiej (Polska odwraca oczy) – przedstawianie i zestawianie ze sobą faktów w taki sposób, że czytelnik samodzielnie wyciąga wnioski. Ale może o sprawach tak odległych od nas pod względem geograficznym, o których mamy nikłe pojęcie (lub wcale go nie mamy i nie jesteśmy w stanie ustalić kulturowo-historyczno-politycznego tła) inaczej pisać się nie da? Pozostawiam to do samodzielnej oceny każdej Czytelniczce i każdemu Czytelnikowi. Nie da się natomiast ukryć, że rozdziały „Poza kadrem” stanowią sporą wartość dodaną książki – bez nich Wykluczeni byliby znacznie ubożsi (jakkolwiek to brzmi).

Wykluczeni Artur Domosławski

Nic nie jest czarno-białe

Domosławski nie boi się przyjąć niemainstreamowej perspektywy. Politykę Izraela wobec Palestyńczyków otwarcie nazywa apartheidem, pokazując, że często źródła osławionego palestyńskiego terroryzmu tkwią w ostatecznej desperacji ludzi, którzy na własnej ziemi nie mają nawet prawa do zbierania deszczówki. Podobnie opowiada o genezie powstania i motywach działania gangów w slumsach Ameryki Środkowej. Ten niecodzienny punkt widzenia może zaskakiwać i skutkować zaprzeczeniem, jako pierwszą reakcją, ale wart jest rozważenia. O tym, jakie niebezpieczeństwa niesie ze sobą utrwalenie jednej, dominującej narracji mówiła już kiedyś Chimamanda Ngozi Adichie.

Wykluczeni momentami po prostu walą między oczy – nie tyle dekonstruując, co taranując utrwalone stereotypy, mające status prawd. W ten sposób nakłaniają do etycznych i moralnych rozważań, jednocześnie przypominając, że nic nie jest czarno-białe (na wypadek gdyby ktoś powziął takie przekonanie po lekturze któregoś z reportaży).

Domosławski ostrzega przed popadaniem w dychotomię: „dobrzy wykluczeni vs. źli bogaci / rządzący” oraz przed upupianiem tych pierwszych. Wskazuje, że od współczucia łatwo można przejść do sentymentalizmu, a stąd krok do protekcjonalizmu (co przypomina mi dawną romantyczną kolonialną wizję podbitych ludów jako „dzieci we mgle”, potrzebujących oświeconego przewodnictwa). Stąd prosta droga do nieporozumień, gdyż wykluczeni nie są takimi aniołkami, jakimi być może chcielibyśmy ich widzieć.

Człowiek człowiekowi…

Im dalej zagłębiałam się w reportaże Domosławskiego, tym natrętniej prześladowała mnie myśl, że człowiek to takie stworzenie, które zawsze musi mieć wroga. Nawet wśród samych wykluczonych nie ma solidarności – jedni prześladują drugich, pechowo stojących jeszcze niżej na drabinie społecznej.

Wygląda też na to, że prawdopodobnie każdy nasz współczesny luksus zawiera w sobie cząstkę krzywdy i cierpienia innych (polecam reportaż o współczesnej pracy niewolniczej). Nie ma również krajów i społeczeństw wolnych od wykluczania – niezależnie od stopnia ich rozwoju (reportaż o ukrytym rasizmie w USA).

Wykluczeni uświadamiają, na jakim świecie żyjemy. Pokazują, jak nietrwały może się okazać nasz dobrobyt, jeśli procesy zachodzące pod widoczną tkanką naszej rzeczywistości pewnego dnia poważnie nim zachwieją (uchodźcom oraz powodom migracji Domosławski również poświęca sporo miejsca) .

To trudna, nienapawająca optymizmem lektura. O ilu sprawach jeszcze nie wiemy? Jest to jednak książka ważna, potrzebna i otwierająca oczy (stawiam ją na tej samej półce, co Chłopczyce z Kabulu Jenny Nordberg). Nie wiem, czy studenci stosunków międzynarodowych i politologii będą mieć ją na swojej liście obowiązkowych pozycji – oby.

Polecam rozłożenie lektury Wykluczonych na raty. Kiedy czyta się reportaże Domosławskiego za jednym zamachem, robi się z tego taki kalejdoskop tragedii, że trudno spamiętać, kto, gdzie i kiedy. A każdy i każda z opisanych przez niego bohaterów oraz bohaterek zasługuje na naszą niepodzielną uwagę. Na to, żeby z osobna i z uwagą, bez pośpiechu pochylić się nad jego i jej losem. Przynajmniej tyle możemy dla wykluczonych zrobić.

 

Artur Domosławski, Wykluczeni, Wielka Litera, Warszawa 2016

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 126 times, 1 visits today)
  • Jakiś czas temu czytałam „Świat Andrzeja Fidyka”, w którym autor opowiada o swoich dokumentach, kręconych u schyłku PRL-u i nieco później, opowiadających o krajach zarówno bardzo egzotycznych, jak i tych sąsiedzkich. Nie jest to lektura tak mocna jak książka, o której opowiadasz, ale doszłam wtedy do wniosku, że obecnie nie znamy sytuacji ludzi z tego najniższego szczebla drabiny społecznej w różnych krajach, bo po prostu tak nam wygodniej. I zgadzam się w stu procentach ze stwierdzeniem, że „człowiek to takie stworzenie, które zawsze musi mieć wroga”, bo po prostu zawsze szuka kogoś słabszego od siebie, nawet jeśli znajduje się na samym dnie.

    • Widziałam dwa dokumenty Fidyka: „Kiniarzy z Kalkuty” i „Defiladę”. Książki nie czytałam. Ciekawe, jak Andrzej Fidyk ukazałby to, o czym pisze Domosławski (chociaż w niektórych rejonach kręcenie filmu można przypłacić życiem).

      • Szczerze mówiąc: nie mam pojęcia. W książce opisującej kręcenie kilkunastu dokumentów Fidyk podchodził do wszystkiego raczej z pełnym profesjonalizmem i bezstronnością, tak aby czytelnik (i widz) sam mógł wyrobić sobie opinię o przedstawionych bohaterach i otaczającym ich świecie. Tylko raz, przy „Yodok stories” opowiadającym o uciekinierach z obozów koncentracyjnych Korei Północnej czuć było emocjonalne podejście do tematu i takie oburzenie i bunt wobec tego, czego doświadczyli byli więźniowie. Może w tym przypadku byłoby podobnie?

        • Dorota Czopyk

          „Świat Andrzeja Fidyka” przeczytałam kilka miesięcy temu. Moim zdaniem Fidyk jest mniej emocjonalny i zaangażowany niż Domosłaski, ale książka równie ważna, a przez koneksje z filmem dokumentalnym – bardzo ciekawa!

          • Domosławski nie ukrywa, po której stronie ma serce i twierdzi, że po wszystkim, czego się dowiedział, nie mógłby inaczej. „Świat Andrzeja Fidyka” będę mieć na uwadze.

  • Dorota Czopyk

    Zachęciłaś… Choć brzmi równie ciężko jak „Głód”. :(

    • I takie właśnie jest… „Głód” czeka w kolejce, będzie o nim już wkrótce. Naprawdę, chciałoby się, żeby zdarzenia opisane w tych książkach były literackimi fikcjami, a nie rzeczywistością…

      • Dorota Czopyk

        Oj tak… :(

  • Dorota Czopyk

    Przeczytałam, a potem wróciłam do Twojej recenzji.
    Wspaniale opisałaś tę książkę!

    • Dorota, sprawiłaś mi ogromną przyjemność na 3 sposoby :)
      1. Przeczytałaś moją recenzję.
      2. Sięgnęłaś po polecaną przeze mnie książkę.
      3. Wróciłaś, żeby mi powiedzieć, że moja recenzja przeszła weryfikację pozytywnie :)
      Czuję się bardzo doceniona :)