Jak pokochać centra handlowe, Natalia Fiedorczuk

Na wstępie muszę powiedzieć, że bardzo cieszę się, że na początku 2017 roku książka Natalii Fiedorczuk Jak pokochać centra handlowe otrzymała Paszport Polityki. Dzięki tej nagrodzie o książce zrobiło się głośno i jest większe prawdopodobieństwo, że zamiast zginąć na półkach, dotrze ona do dużej liczby osób – zwłaszcza tych, które potrzebują lub powinny ją przeczytać. Kobiet, jak Lucyna Nowak, umęczonych i pogubionych w swoim macierzyństwie, oraz ich partnerów. Jak i do tej części polskiego społeczeństwa, której wydaje się, że psychiczne zmagania – zwłaszcza w tak „prostym” temacie, jak posiadanie dzieci – to fanaberie i wydziwianie.

Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk
Natalia Fiedorczuk, „Jak pokochać centra handlowe”, wyd. Wielka Litera
Oczekiwania kontra rzeczywistość

Od kilku lat panuje trend, by „odlukrowywać” macierzyństwo. Mówi się głośno i pisze o tym, że nikt nie rodzi się z naturalnymi predyspozycjami do bycia matką. Wbrew obiegowym opiniom, nie wszystkie kobiety „mają to w sobie”. Jednym urodzenie potomka przynosi poczucie spełnienia i kompletności; dla innych jest jak zderzenie z tirem. Stawanie się matką jest procesem, podczas którego kobieta, oprócz tworzenia własnej instrukcji obsługi małego człowieka, wykuwa swoją nową tożsamość. Głównie z łez, obaw, nieprzespanych nocy, społecznych oczekiwań, rodzinnej presji, sprzecznych informacji. Często przy dodatku ogromu obezwładniającej miłości, ale są też takie kobiety, dla których pierwszym, czego doświadczają, nie jest potężne uczucie, ale przerażenie – przede wszystkim ogromem nagłej odpowiedzialności za zdrowie i życie bezbronnej istoty. Pisze o tym Justyna Dąbrowska w Matce młodej matki.

Natomiast Macierzyństwo non-fiction Joanny Woźniczko-Czeczott pokazuje, że codzienności w domu jeden na jeden z dzieckiem często daleko do reklamowych skandynawskich obrazków, pełnych harmonii i jasnych kolorów. Wypełnia je po brzegi nuda powtarzalnych czynności, „nie z tych, które łatwo przekuć w festiwal kreatywności”, nierzadko przemęczenie, frustracja oraz poczucie osamotnienia. Kiedy dołożyć do tego społeczny obraz matki, powodujący wstyd, że „nie powinnam się tak czuć, powinnam się tym cieszyć”, mamy gorzki koktajl, który kobiety piją w samotności, ponieważ, ze strachu przed napiętnowaniem, boją się komukolwiek o wszystkim szczerze opowiedzieć. Jak pokazuje Jak pokochać centra handlowe, długotrwałe nagromadzenie tych wszystkich elementów raczej prędzej, niż później, doprowadzi do depresji. Niestety, nie są to jednostkowe przypadki. Wystarczy dobrze się rozejrzeć. Natalia Fiedorczuk to zrobiła i pisze:

Z pomocą przychodzi wyszukiwarka Google: „macierzyństwo mnie nie cieszy” (304 000 wyników), „mam dość macierzyństwa” (225 000 wyników). To unaoczniło mi, jak wiele kobiet przechodzi tę transformację (…) granicznie i bezlitośnie.

Bez happy endów

Jak pokochać centra handlowe to pierwszy nieposłodzony obraz psychicznych trudności w macierzyństwie. Bohaterka książki, Lucyna Nowak, przeciętna polska trzydziestoparolatka oraz matka dwójki dzieci, nie była przygotowana na to, że zmiany w jej życiu, jakie przyniesie ze sobą dziecko, okażą się aż tak dotkliwe. Nie była przygotowana na to, jak poradzi sobie z nowym ciałem, z nowymi obowiązkami, z inną dynamiką małżeństwa, z emocjonalnym ciężarem całej sytuacji. Zresztą, która z nas była w stu procentach? Lucyna w najczarniejszych snach zapewne nie wyśniła scenariusza, jaki w końcu stał się jej udziałem: niemoc, wyczerpanie, strach, izolacja, wreszcie depresja…

Natalia Fiedorczuk nie obiecuje jednak, że „wszystko będzie dobrze” i „wszystko się jakoś ułoży”. Nawet autorki wspomnianych wyżej książek, choć szczerze mówią o mało kolorowej rodzicielskiej rzeczywistości, na końcu łagodzą swój przekaz pokrzepiającą perspektywą, że ostatecznie wszystko udaje się przezwyciężyć. Przecież każda matka tak naprawdę kocha swoje dzieci i potrafi „ogarnąć się” dla ich dobra. Wszelkie kryzysy, choć intensywne, koniec końców okazują się być przejściowe. Z drugiej strony jednak, ani Joanna Woźniczko-Czeczott, ani Justyna Dąbrowska nie opowiadają o poważnym, długotrwałym psychicznym załamaniu.

Joanna Woźniczko-Czeczott w Macierzyństwie non-fiction pisze:

Co robię, gdy Fallon pójdzie wreszcie spać?

Oglądam w telefonie zdjęcia, które zrobiłam jej, zanim usnęła.

Pierwsza rzecz, którą zrobiłam po debiutanckim odstawieniu Fallon na noc do babci?

Chwyciłam za telefon, aby zerknąć, jak wyglądała, gdy przywieźliśmy ją po urodzeniu ze szpitala.

Co pokazuje mi Blejk na imprezie, gdzie bawimy się, podczas gdy córka śpi w domu pod opieką babci?

Filmik z wieczornej kąpieli.

W Jak pokochać centra handlowe żadnego pocieszenia nie ma. Jest za to marazm, powolne osuwanie się na dno. Oraz desperackie próby uchwycenia się jakiejkolwiek brzytwy, jak planowanie zakupów, czy kompulsywne sprzątanie, by mieć jakąś kontrolę nad swoim życiem, by utrzymać się na powierzchni. Miłość do dzieci też jest, owszem – choć trudna. Czasem wydaje się, że tylko ona daje jeszcze głównej bohaterce jakikolwiek powód, by wykrzesać z siebie znów trochę siły, żeby próbować „się naprawić”. Dzieci, czy raczej samodzielna uciążliwa codzienność z nimi, jest powodem samotnych ucieczek Lucyny do centrów handlowych. Ale dzieci są też przyczyną, dla której Lucyna jednak zawsze powraca do domu, choć tak łatwo byłoby po prostu pojechać przed siebie…

Jak pokochać centra handlowe Natalia Fiedorczuk

Ile można unieść

W jednym z wywiadów Natalia Fiedorczuk powiedziała, że na szczęście nie wszystko, o czym pisze, przytrafiło się jej samej. Lucyna Nowak jest postacią ulepioną z historii różnych matek. „Gdybym to wszystko przeżyła, chybabym umarła”, mówi Fiedorczuk. Droga Natalio, może umarłaby Pani, a może nie.

Wiem natomiast, że są kobiety, które funkcjonują w ten sposób. Dla których już samo podniesienie się rano z łóżka jest nie lada wyzwaniem, ale codziennie zmuszają się do tego, bo ktoś musi zrobić dzieciom śniadanie. Dopóki znajdują się choćby o krok od katatonii, miłość do dzieci i poczucie obowiązku wobec nich każą im wciąż składać siebie na nowo z kawałeczków, na które wielokrotnie rozsypują się w ciągu dnia. Gotują pomidorową, soloną ich łzami, i przytulają dzieci pomiędzy wybuchami złości, gdy frustracja już wyleje im się uszami. „Jakoś dają radę” – bo też co innego mają zrobić? Powiedzieć „nie radzę sobie”, wyjść z domu, trzasnąć drzwiami i zostawić dzieci na pastwę losu?

Nic nie jest czarno-białe i to nie jest tak, że albo jest się bardzo zadowoloną z macierzyństwa kobietą, czasami tylko zmęczoną, ale ogólnie odnajdującą się w tej roli, albo miotającą się w desperacji nieszczęśniczką, codziennie żałującą momentu, w którym zdecydowała się na dzieci. To akurat Natalia Fiedorczuk doskonale rozumie. Problem jest złożony. Popadnięcie w macierzyński marazm nie jest jedynie rezultatem słabszej konstrukcji psychicznej jednostki. Momentami Jak pokochać centra handlowe udowadnia, że jest wręcz przeciwnie. Te kobiety, które ciągną wszystko do przodu, mają wewnętrzną siłę lokomotywy, choć jadą już tylko na resztkach paliwa.

W posłowiu Natalia Fiedorczuk przestrzega przed etykietowaniem wszystkich kobiet, które doświadczają kryzysów w swoim macierzyństwie nalepką z napisem „depresja poporodowa”. Zakwalifikowanie czegoś jako choroba zakłada, że istnieje na to lekarstwo. Że wystarczy wziąć jakieś tabletki na receptę i nagle wszystko zacznie samo się układać. Tymczasem problem jest systemowy, wynikający z różnych społecznych zależności. I jeszcze raz powiem: wcale nie taki marginalny.

O czym się nie mówi

W naszym społeczeństwie nie ma tradycji otwartego, szczerego mówienia o trudnościach. „Brudy pierze się we własnym domu”, a pomoc w poradzeniu sobie z emocjonalnym cierpieniem najczęściej ogranicza się do krótkiego „weź się w garść” albo litanii przypadków innych, którzy „mają gorzej, a nie narzekają”. „Cierpienie uszlachetnia”, więc należy je znosić z godnością i pokorą, a nie użalać się nad sobą. Zresztą, co to za cierpienie? Emocjonalne? Depresja? Nowomodne wymysły!

Natalia Fiedorczuk pisze:

Trudno jest pisać o cierpieniu w sposób wiarygodny. Do tej pory ciężko mi jest siebie przekonać, że emocjonalny, niefizyczny ból może być realny.

Jest realny. Jak pokochać centra handlowe udowadnia to na każdej stronie. Celny język oraz trafne, sugestywne metafory pozwalają wejść w skórę Lucyny, popatrzeć na życie jej oczami. Widzimy jej nienawiść do siebie, niełatwą miłość do dzieci, śledzimy myśli samobójcze, miotanie się od skrajności do skrajności w nagłych przypływach sprzecznych emocji.

W Jak pokochać centra handlowe mamy też obraz kondycji pokolenia współczesnych trzydziestolatków – pracujących na śmieciowych umowach, bez stabilności w życiu, stojących w rozkroku pomiędzy oczekiwaniami swoich rodziców, własnymi marzeniami rodem z reklam, a kapitalistyczną rzeczywistością. Jedyne, co właściwie jest pewne w takim życiu, to niepewność.

Bez lukru

Bardzo się cieszę, że Natalia Fiedorczuk napisała Jak pokochać centra handlowe w taki sposób, w jaki to zrobiła. Zastosowała pierwszoosobową narrację, nie złagodziła konturów swojej bohaterki, ani nie odcięła się od niej. Wiadomo, że część tego, co przeżywa Lucyna, jest zapisem doświadczeń samej autorki. Ale która część? Czy ta o nadwadze po ciąży i nienawiści do swojego ciała? Czy o farmakologicznym leczeniu depresji? Czy może o małżeńskich kłótniach? Albo o otępiającym doświadczeniu przebywania przez całe dnie jedynie z dwójką dzieci, doświadczeniu „z gatunku izolujących umysłowo i emocjonalnie”?

Natalia Fiedorczuk tego nie wyjaśnia. Nie rozmiękcza też przekazu, żeby chronić swoich bliskich. Nie stawia zapobiegawczo granic w obawie o to, co powie na taką szczerość rodzina, ani ze strachu przed tym, że jej dzieci, jeśli za kilkanaście lat przeczytają tę książkę, mogą oskarżyć ją o nieczułość. Natalia Fiedorczuk nie asekuruje się i dzięki temu jej teksty są autentyczne. Jest to też pewien rodzaj lojalności wobec kobiet, które powierzyły jej swoje trudne historie, a Fiedorczuk wykorzystała je w pracy nad książką. Napisała ją tak, by jej rozmówczynie odnalazły siebie w słowach Lucyny – a wraz z nimi inne matki, w podobnej sytuacji. Te, które wpisują po kryjomu w wyszukiwarkę zapytania o brak radości z macierzyństwa, w nadziei na potwierdzenie, że nie zwariowały.

 

Natalia Fiedorczuk, Jak pokochać centra handlowe, Wielka Litera, Warszawa 2016

(Visited 101 times, 1 visits today)
  • Czytałem tę powieść i wywarła na mnie b. pozytywne wrażenie. Znakomita odtrutka na te wszystkie bzdury, którymi karmią nas instragramy, twarzoksiążki, wszelakiej maści poradniki na tematy bycia fit. Dodatkowo podobały mi się refleksje i obserwacje dotyczące polskiej rzeczywistości i realiów – w chwili obecnej wychowywanie dziecka to pewnego rodzaju wyzwanie i Fiedorczuk-Cieślak znakomicie udało się to ukazać.

    • Odtrutka, bo po prostu Fiedorczuk mówi prawdę – jak jest. I jak może się stać, gdy nie ma się siły samodzielnie udźwignąć rzeczywistości, a dodatkowo dochodzi presja, by jak mówisz, równać do tych pięknych internetowych obrazków. Choć większa presja jest na to, by prezentować sobą żywy, ucieleśniony, idealistyczny kostrukt, jakim w naszym społeczeństwie jest matka. Ta książka m.in. zdejmuje z kobiet poczucie winy, gdy się nie udaje – bo też nie może się udać. Pokazuje też, by nie wstydzić się szukać pomocy.