Zainspiruj się – Wykluczeni, Artur Domosławski

Dziś w ZAINSPIRUJ SIĘ co nieco o pracy reportera i jej etyce.

W wywiadzie dla pierwszego numeru „Non/fiction. Nieregularnika reporterskiego” Martín Caparrós, autor książki Głód, mówi o dylemacie, z którym zmaga się wielu dziennikarzy jeżdżących w te rejony świata, w których, eufemistycznie mówiąc, życie jest bardzo dalekie od doskonałego. Wypowiedź Caparrósa skojarzyła mi się z tym, o czym pisze Artur Domosławski w Wykluczonych.

Karolina Bednarz pyta Martína Caparrósa, jak emocjonalnie radzi sobie z tym, że w pracy spotyka się z ludźmi biednymi, bezdomnymi, wykorzystywanymi, chłonie ich historie, a następnie wraca do swojego czystego hotelu lub do domu i może żyć dalej swoim spokojnym życiem – jednocześnie mając w głowie to, czego był świadkiem. Caparrós odpowiada, że pozostaje jedynie się z tym pogodzić. On sam pociesza się tym, że przynajmniej próbuje coś zrobić i zrozumieć.

„Syty człowiek szuka jądra ciemności”

Artura Domosławskiego dręczą te same wątpliwości – ale nie zadawala się tak krótką i prostą odpowiedzią. W jednym z rozdziałów Wykluczonych, zatytułowanym Poza kadrem: Syty człowiek szuka jądra ciemności, snuje rozważania na temat etyki pracy reportera.

Cały, dłuższy cytat z książki, znajduje się pod grafiką. Zachęcam, przeczytajcie i zostawcie swoje przemyślenia. Jak Wy radzicie sobie z podobnymi dylematami – ale jako czytelnicy? W końcu, po skończeniu trudnego reportażu, możecie po prostu zamknąć książkę i odciąć się od tego, co przeczytaliście.

Moją recenzję Wykluczonych Artura Domosławskiego znajdziecie TUTAJ. To reportaż, po który zdecydowanie warto sięgnąć.

 

Wykluczeni Artur Domosławski

 

Od lat towarzyszy mi pytanie, czy praca reportera opisującego świat nędzy, konfliktów i wojen różni się zasadniczo – w sensie etycznym – od (…) mrocznej turystyki. Jeździmy w dalekie rejony świata, by opisywać cierpienia ludzi. Tłumaczymy to pasją, potrzebą informowania, wzbudzaniem empatii, czasem nawet walką o sprawiedliwość, o prawa uciśnionych. Zderzamy się z nieszczęściem, podchodzimy do niego blisko, ale… mamy bilet powrotny. Zarabiamy w ten sposób, żyjemy z opisywania dramatów bliźnich.

Czy istnieje granica między pasją, misją, jaką niekiedy sobie przypisujemy, a pracą dla chleba? Sądzę, że tak – ale gdzie ją wyznaczyć?

Niektórzy traktują ten zawód jako sport ekstremalny, potrzebują adrenaliny, która wyzwala. Doświadczenie grozy, stres okazują się nieraz bombą z opóźnionym zapłonem, która niespodziewanie wybucha i rozrywa ich życie na strzępy. Składanie go na nowo zajmuje potem lata. Czasem się nie udaje.

Jak często chłodna operacja zbierania informacji o nieszczęściach jest źródłem naszej autorefleksji? Kim są dla nas, reporterów, ci opisywani, fotografowani, filmowani, których naznaczyło nieszczęście? Jak często do nich wracamy, spotykając się ponownie – już bezinteresownie? Czy piszemy do nich później, dzwonimy, interesują nas ich dalsze losy? Częściej nosimy ich w pamięci czy raczej zapominamy, bo instynkt samozachowawczy chroni nas przed życiem wśród trupów, ludzi „znikniętych”, załamanych i przetrąconych, skazanych na niekończące się cierpienie?

Artur Domosławski, Wykluczeni, Wielka Litera, Warszawa 2016

Wykluczeni Artur Domosławski

 

Przypominam, że w ramach trwającej jeszcze do 8 października akcji Kultura na Widoku możecie kupić ebook Wykluczeni w niższej cenie.

 

*

ZAINSPIRUJ SIĘ to cykl, w którym dzielę się z Wami interesującymi cytatami z przeczytanych książek. Dla przyjemności i dla refleksji. Może zachęcą Was do sięgnięcia po nowe lektury? :)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 86 times, 1 visits today)
  • Jakub Lewandowski

    Problem pierwszego świata lub, jak kto woli, dzielenie włosa na czworo. Po prostu trzeba robić swoje w pracy reporterskiej. Masz talent, masz zmysł obserwacji, pióro i umiesz gadać z ludźmi. Jedź, opisuj, rób wszystko, żeby zainteresować tym ludzi. Być może oni będą w stanie coś więcej z tą opisywaną kwestią zrobić. Chodzi o motywację, o chęć takiego działania, które uczyni świat lepszym. Gdy to będzie, reszta wydarzy się sama. Z własnej, codziennej praktyki życia to widać, przykładów są setki. Jest taka anegdotka o dwóch mnichach, którzy mieli napisać komentarz do nauk Buddy. Jeden był superinteligentny, drugi przeciętny. Anegdotka mówi, że do dzisiaj przetrwał tylko komentarz tego drugiego, przeciętniaka. A to dlatego, że on swoim komentarzem chciał pomóc ludziom, geniusz napisał za to swój tekst, żeby pokazać własne talenty. A reszta to jakieś intelektualne kołomyje bez początku i punktu wyjścia. Tak mi się wydaje ;-) Dzięki za wpis!

    • Dzięki za komentarz :) Zgadzam się z Tobą, że jeśli ktoś ma talent do pisania, chce i może pomóc w ten sposób ludziom, to niech to robi. Przypuszczam też, że trzeba mieć pewną wrażliwość na problemy społeczne i cierpienie innych, by zostać reporterem. A to oznacza, że nie tak łatwo jest się odciąć od swoich emocji. Chyba, że sobie człowiek to w końcu wypracuje, albo że z czasem przyjdzie zobojętnienie.

      Ale niekiedy – jak pisze Domosławski – takie doświadczenia graniczne wyzwalają adrenalinę, bez której ciężko potem w zwykłym, spokojnym życiu się obejść. Nie wiem, czy czytałeś „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej, żony Wojciecha Jagielskiego, ale ona w książce opisuje, jak takie uzależnienie jej męża od adrenaliny, jaką wyzwala przebywanie w strefach konfliktów, zniszczyło ich małżeństwo.

      • Jakub Lewandowski

        Ciekawy głos p. Jagielskiej. Nie znałem. Dzięki!