Dlaczego prawie nie kupuję książek? 7 powodów

Dlaczego prawie nie kupuję książek? I skąd w takim razie biorę to, co czytam? Dziś o moim stosunku do gromadzenia książek.

Mam przyjaciela, który przed laty mnie zadziwił. Kupuje książki, naprawdę dużo czyta, ale… w domu ma tylko kilka książek. Są to jedynie te, które czyta w danej chwili oraz parę sztuk czekających w kolejce. Wszystkie swoje książki, zaraz po przeczytaniu… puszcza w obieg. Rozdaje, sprzedaje lub oddaje do biblioteki. Nie zachowuje ich dla siebie.

Pamiętam, że kiedy mi o tym powiedział, zupełnie nie mogłam go zrozumieć. Jak to – kupować książki i nie chcieć ich zatrzymać?  Minęło trochę czasu, nim i ja dojrzałam do podobnego podejścia. I poszłam o krok dalej. Czytam dużo, ale rzadko kupuję książki. Dlaczego?

Książki są ważną częścią mojego życia, ale…

Od razu zaznaczę: uwielbiam czytać książki i rozmawiać o nich. Dlatego m.in. założyłam Slow Reading. Lubię również obcować z książką jako przedmiotem, który dostarcza przyjemnych wrażeń – intelektualnych, estetycznych, czy zmysłowych. Tak, należę do tych fetyszystów, którzy zawsze najpierw wąchają książkę :) Lubię dotyk papieru, a czytając stare książki znajduję upodobanie w przesuwaniu palcem po literach i wyczuwaniu zagłębień powstałych podczas drukowania. A jednak – nie czuję silnej potrzeby posiadania książek.

Dlaczego prawie nie kupuję książek
Tak mieszka Hanya Yanagihara, autorka „Małego życia”. Piękny widok, ale… ja tak nie chcę. / Fot. Sze Tsung Leong, źródło: booklips.pl

 

Księgozbiory jak maski

Marcin Wicha w Rzeczach, których nie wyrzuciłem pisze:

Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają nam się przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie.

Muszę przyznać mu rację. Jeszcze kilka lat temu miałam podobnie. Kupowałam nowości, książki, które „trzeba” mieć na półce, które „wypada” przeczytać, które „powinny” znaleźć się w biblioteczce.

Pamiętam, jak dawno temu, w pierwszej klasie liceum, zażyczyłam sobie na Gwiazdkę Grę w klasy Julio Cortázara. Następnie paradowałam z nią pod pachą, trochę pozując na „oczytaną”, a trochę udając taką przed samą sobą – choć Gra w klasy nie była wtedy najlepszą pozycja dla mnie (miałam 15 lat) i nawet nie za bardzo ją zrozumiałam. Kiedyś wydawało mi się też, że modelem, do którego trzeba dążyć, jest ściana pełna książek. To było długo przed tym, zanim zrozumiałam, że stan posiadania nie musi mieć przełożenia na poziom oczytania.

Nadmiar rzeczy nieużywanych

Wiele lat później moje podejście do gromadzenia rzeczy uległo zmianie na minimalistyczne – i objęło również książki. Bezpośrednio przyczyniło się do tego kilka przeprowadzek.

Pakując z półek do pudeł książki, których nigdy nie przeczytałam i nie zamierzałam przeczytać w najbliższym czasie, które kupiłam, gdy były nowościami, a później stały nieruszane przez kilka lat, gromadząc kurz, potem przenosząc te kilogramy do kolejnych mieszkań, zdałam sobie sprawę z bezsensu gromadzenia na zapas jakichkolwiek rzeczy, z których nie korzystam. Składowania ich tylko dlatego, żeby mieć je pod ręką. Książek też.

Dlaczego prawie nie kupuję książek
Tyyyle nowych książek – a żadnej z nich nie kupiłam i nie zostaną u mnie w domu

 

Dlaczego prawie nie kupuję książek?

Odpowiedź na pytanie, dlaczego nie kupuję książek za często, zawiera się w kilku poniższych punktach.

 

1. Najważniejsza jest treść, a nie nośnik

Co jest dla mnie najważniejsze w książce? Treść. To, co mogę z niej wynieść dla siebie – intelektualnie i emocjonalnie. Istotny jest przekaz, a nie nośnik. Dlatego nie mam problemu z tym, żeby książkę pożyczyć, przeczytać i oddać – zapamiętawszy i zanotowawszy wcześniej to, co było w niej godnego uwagi. Albo żeby czytać ebooki.

Obecnie kupuję jedynie książki, do których chcę wracać, które mnie w jakiś sposób wzbogaciły i stały się bliskie mojemu sercu. Dlatego często kupuję książkę dopiero PO przeczytaniu pożyczonego egzemplarza. Oraz gdy podejrzewam, że spodoba się również innym, którym będę mogła ją pożyczyć.

 

2. Książki mają być czytane i służyć długo

Jeśli już kupuję książki, to nie kieszonkowe wydania, ale trwałe, estetyczne wersje. Książki, o których wiem, że nie będą stały na półce nieużywane, ale że będziemy z nich w domu korzystać (nie mówię o słownikach – tych akurat nie kupuję). Dotyczy to m.in. książek dla dzieci – te akurat są u nas zaczytywane do granic wytrzymałości (oprawy oraz rodziców ;) ). Ale też nie kupuję wszystkich, które wpadną mi w oko. Dzieciom, podobnie jak sobie, książki najczęściej wypożyczam.

Dlaczego prawie nie kupuję książek
Prawie nie kupuję książek, ale od czego są biblioteki? Na zdjęciu Centralna Wypożyczalnia Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu.

 

3. Intensywnie korzystam z bibliotek

Biblioteki uważam za jedne z największych dobrodziejstw ludzkości :) Jeśli myślicie, że w bibliotekach nie ma niczego oprócz klasyki i szkolnych lektur, to jesteście w błędzie. Być może kiedyś tak było, ale obecne biblioteki idą z duchem czasu. Są świetnie zaopatrzone i na nowości nie trzeba już czekać dwóch lat. W dzisiejszych bibliotekach można wypożyczyć nie tylko książki (w tym komiksy), ale też audiobooki, filmy, czy płyty z muzyką. W niektórych można pożyczyć czytniki ebooków oraz otrzymać kod dostępu do platform Legimi lub IBUK i czytać darmowe ebooki na własnym urządzeniu.

Kiedy chcę przeczytać jakąś książkę, zawsze najpierw sprawdzam, czy jest dostępna w bibliotece. Jeśli nie w jednej filii, to w innej. Jeszcze się nie zawiodłam i ostatecznie zawsze udaje mi się dostać to, co chcę. Spośród wszystkich omówionych przeze mnie do tej pory na stronie książek, 85% to pozycje biblioteczne. W przypadku niektórych z nich bardzo cieszę się, że ich nie kupiłam i dzięki temu teraz nie muszę się zastanawiać, jak pozbyć się ich z domu.

Zdaję sobie sprawę, że taki komfort korzystania z bibliotek może być osiągalny przede wszystkim dla mieszkańców dużych miast. Gdybym mieszkała w małej miejscowości, w której dostęp do biblioteki byłby utrudniony lub jej księgozbiór pozostawiałby wiele do życzenia, zapewne kupiłabym sobie czytnik i czytała głównie ebooki.

Tym, co przede wszystkim pozwala mi na czerpanie radości z czytania pożyczonych książek i niekupowanie własnych, jest zmiana w myśleniu. Nie ma ona nic wspólnego z ograniczaniem się, rozumianym jako poświęcenie, czy rezygnacja z czegoś w imię wyższych celów.

 

4. Wiem, że nie przeczytam wszystkiego – i nie od razu

Pisałam już, że nie mam ambicji gonienia za nowościami. Co roku ukazuje się tyle książek, że przeczytanie wszystkich tego wartych jest po prostu niewykonalne. Dlatego wrzucam na luz i wychodzę z założenia, że jeśli książka jest dobra, pozostanie dobra też wtedy, kiedy będę chciała po nią sięgnąć – za rok, dwa, pięć. Nie poddaję się marketingowej presji.

Nie ma dla mnie większego sensu kompulsywne kupowanie książek w dniu premiery. I tak duża część z nich leżałaby na stosie, czekając na swoją kolej i zajmując przestrzeń. Zanim znalazłabym czas, żeby po nie sięgnąć, najprawdopodobniej przestałyby już być nowościami. Zresztą, jaki jest żywot „nowości”? Maksymalnie miesiąc? Czyli mogą na mnie poczekać.

Dlaczego prawie nie kupuję książek
Czasem tak wracam z biblioteki – ze „starszymi nowościami”

 

Moje życie składa się z wielu różnych zajęć, nie tylko z czytania. Mam pracę, rodzinę, sport i inne hobby. Stąd wiem już, i ciągle uczę się akceptować to, że w ciągu roku nie przeczytam wszystkich książek, które bym chciała. Czytam przede wszystkim dla siebie, a nie dla statystyk. Dlatego nie kupuję książek na „zaś” (na jesienne wieczory, święta, urlop itp.) – żeby piętrzyły się jak wyrzuty sumienia. Tworząc książkowe zapasy, jedynie zamrażałabym swoje pieniądze – które wolę przeznaczyć np. na podróże i edukację.

Poza tym, pomimo całej mojej miłości do literatury, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że książki nie są artykułem pierwszej potrzeby. Potrafię zrezygnować z nich w pierwszej kolejności, gdy sytuacja tego wymaga. Dlatego nie miewam takich problemów, o jakich czasem czytam w internecie: „miałam kupić buty na zimę, ale była promocja w Empiku i wszystkie pieniądze wydałam na książki!”.

 

5. Stan posiadania nie świadczy o stanie umysłu

Do takiego stwierdzenia sprowadza się właściwie cała minimalistyczna filozofia. Dla mnie ważne jest nie to, co masz, ale jak z tego korzystasz. I jakim jesteś człowiekiem. Odnosi się to również do książek.

Owszem, lubię popatrzeć na Instagramie na zdjęcia pięknych biblioteczek, ale posiadanie ściany z książek nie jest już moją ambicją. Nie traktuję książek w kategorii pomysłu na wystrój wnętrza. Nie potrzebuję gromadzić ich tylko po to, by pochwalić się przed znajomymi, jak to ja dużo czytam. O takich rzeczach wnioskuje się z rozmowy, a nie z rozmiarów biblioteczki. Rozmowa prędko weryfikuje stopień zaznajomienia właściciela z własnym stanem książkowego posiadania.

 

6. Nie znoszę „jednorazówek”

Ponieważ bliska jest mi idea zero waste i minimalizmu (czym jest zero waste, możesz się dowiedzieć tutaj), staram się eliminować ze swojego otoczenia rzeczy, z których skorzystam tylko raz. Dotyczy to także literatury.

Przykra jest dla mnie myśl, że w moim domu miałyby stać na półkach książki, których nikt nie ma czasu lub ochoty przeczytać. Wprawdzie wciąż jeszcze pozostały u mnie takie z przeszłości, ale już nie dokładam do nich nowych. Nie chcę też książek, które przeczytam tylko raz i oprócz mnie nikt z domowników tego nie zrobi, a ja również do nich nie wrócę. Takich książek „jednorazowych”.

Ile się da, puszczam w obieg (sprzedaję, oddaję, wymieniam) – dotyczy to starszych pozycji, które od dawna mam w domu. Nie kupuję nowych książek, z myślą, że najwyżej później się ich pozbędę. To trochę nie ma sensu, nie uważacie? Przeznaczać pieniądze na coś, czego nie zamierza się zatrzymać. Właśnie do takich celów służą biblioteki.

Dlaczego prawie nie kupuję książek
Masz w domu nieczytane książki? Uwolnij je! Nie będą zbierać kurzu, a ktoś inny skorzysta.

 

7. Nie chcę zostawiać w spadku biblioteczki

Nie marzę o tym, żeby pozostawić dzieciom po sobie pokaźną biblioteczkę. Obawiam się, że mogłaby to być dla nich niedźwiedzia przysługa. Moi rodzice czytają sporo, ale nasze gusta się różnią. Gdyby mój tata przekazał mi swoją sporą kolekcję kryminałów (których nie czytam), miałabym z tym niemały kłopot.

Czasy się zmieniają i nasze dzieci w przyszłości mogą czytać w inny sposób. A może wcale nie będą chciały czytać – i co im zrobimy?

Mój dziadek przez wiele lat pieczołowicie zbierał klasykę literatury, z myślą, że rozdzieli później kolekcję pomiędzy dzieci lub wnuki – co ostatecznie zrobił. Dostałam chyba wszystkie dzieła Sienkiewicza i Mickiewicza i… nie jestem z tego zadowolona. Nie potrzebuję biblioteczki pokazowej. Dodatkowo, jakość książek w PRLu pozostawiała wiele do życzenia. Najczęściej były to luźno klejone broszurowe wydania, z których kartki wypadają już przy pierwszym czytaniu. Po kilku razach zupełnie nie nadają się do użytku.

Dziś książki nie są czymś niedostępnym, co trzeba kupować, kiedy tylko trafia się okazja. Są na wyciągnięcie ręki. Moje dzieci, gdy dorosną, mogą też nie podzielać mojego gustu. Dlatego nie kupuję na przyszłość. Coraz chętniej też czytamy ebooki. Zaś klasyka literatury jest coraz szerzej dostępna za darmo w domenie publicznej, w takich serwisach, jak Wolne Lektury, czy Project Gutenberg.

Dlaczego prawie nie kupuję książek
Czytam też ebooki, np. z domen publicznych. Czytnik z biblioteki :)

Oto siedem najważniejszych powodów, dla których praktycznie nie kupuję książek. Nie znaczy to, że nie robię tego wcale, ale naprawdę bardzo rzadko. Oczywiście, dusza mola książkowego sprawia, że nadal lubię dostawać książki w prezencie. Jeśli już ktoś koniecznie chce dać mi materialny prezent, a nie ma na niego pomysłu, to już lepiej niech to będzie książka – nawet używana. Przynajmniej będzie z tego jakiś pożytek – jeśli nie ja ją przeczytam, to podam dalej i zrobi to ktoś inny.

W książkach najważniejsza jest treść i to ona powinna krążyć pomiędzy czytelnikami. O niej powinno się rozmawiać i na niej skupiać, a nie na jej nośniku. Dziś dostęp do tych treści jest tak łatwy, że nie potrzebuję gromadzić papierowych książek (których i tak nie zdążę wszystkich przeczytać), by były pięknym elementem wystroju wnętrza. Nie chcę, by książki w moim domu były jak odświętny kryształ u babci w kredensie – podziwiany, ale rzadko używany.

Ile macie w swoich biblioteczkach nigdy nieprzeczytanych książek?

Jak bardzo moje podejście do kupowania książek jest różne lub podobne do Waszego? Dajcie znać!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 2 955 times, 3 visits today)
  • Jakub Lewandowski

    Książek mam z dwieście, przebranych już. Głównie z jednego powodu: potrzebne mi są (bezpośrednie cytaty z nich, inspiracje do pisania, fragmenty do zerknięcia, żeby doprowadzić „myśl” do końca). Rzadko udaje mi się przeczytać książkę w całości (nie czytam w ogóle fabularnych), dlatego do tych, co mam, stale wracam. Więc chyba wpis nie dla mnie, choć z wieloma punktami ciężko się nie zgodzić ;-)
    I muszę się na nowo zapisać do biblioteki ;-) Dzięki za tekst!
    Jesienny „Przekrój” też o tym trochę ten tego … https://uploads.disquscdn.com/images/ea5f81170fe5d487658a697149336407f6ae7021c91a2183b6ab00b52c42ec55.jpg

    • Jakubie, dzięki za komentarz! Lengren bezbłędny! :)
      Jeśli zainspirowałam Cię do zapisania się do biblioteki, to w takim razie jest to też tekst dla Ciebie :)

  • Ja też korzystam głównie z biblioteki, która jest bardzo dobrze zaopatrzona, choć nie mieszkam w dużym mieście. Ostatnio przerzuciłam się na ebooki, gdyż dostałam czytnik w prezencie. Wykupiłam abonament w Legimi i tak, jak kiedyś byłam całkowicie na nie, tak teraz jestem zachwycona dostępem do wielkiej ilości książek. Czasami jeszcze kupuję, głównie ulubionych autorów. Bardzo wiele swoich książek oddałam do biblioteki, niestety zostało mi jeszcze bardzo dużo nieprzeczytanych i mocno pracuję nad tym, by je wyczytać ☺

    • Super, Gosia :) Mnie czytnik na razie nie jest potrzebny (naprawdę mam co czytać), choć wygoda nie do przecenienia, więc jest to pewna opcja na przyszłość :)

  • Twoją filozofię stosuję od dawna ale to dlatego, że nigdy nie było mnie stać na zbyt wiele książek. Odkąd poszłam do pracy kupuje więcej, ale też bardzo często te książki, które już czytałam i są bliskie memu sercu, albo książki ulubionych autorów co do których jestem pewna. Nie jestem święta i zdarza mi się kupować książki w ciemno ale zwykle jak mi się nie spodobają albo spodobają ale… no po co mi to?… to też puszczam je w obieg :) I bardzo pilnuje tego, by nie mieć zbyt dużej ilości nieprzeczytanych książek na półce. Oprócz tego korzystam z czytnika, ostatnio znów polubiłam się z biblioteką :) Własna biblioteczka ukochanych książek to wciąż moje marzenie i mimo wszystko raczej z niego nie zrezygnuję :)

    • Smutne byłoby, gdybyś stwierdziła „nie mam kasy, nie stać mnie na czytanie książek”. A przecież są inne rozwiązania :) Udział w kulturze nie musi wiązać się z dużymi nakładami finansowymi. Dlatego kocham biblioteki i serwisy z darmowymi ebookami (mówię o legalnych, oczywiście :) )
      „Po co mi to” jest bardzo dobrym pytaniem :) Podobnie jak Ty, też je sobie zadaję, zanim coś kupię – nie tylko książki.

      • Czegoś takiego nigdy bym nie powiedziała, za dzieciaka byłam stałą bywalczynią bibliotek :)

  • Ja mam w domu ścianę książek – zawsze taką chciałam mieć :) Ale ostatecznie znajdą się na niej książki dla mnie ważne, do których wracam, trzymam je z sentymentalnych powodów, ale w tych najpiękniejszych wydaniach (Wiedźmin czy Barnes&Noble). No i te, których jeszcze nie przeczytałam, a chcę. Całą resztę sprzedaję i puszczam dalej w obieg, bo tak jak Ty nie mam potrzeby gromadzenia i zbierania wszystkiego, a już na pewno nie dla szpanu i żeby się pokazać.

    • Jeśli kupuję, to też zazwyczaj stawiam na ładne, trwałe wydania. Ale zauważam u siebie, że z czasem moje potrzeby posiadania maleją – to dla mnie bardzo uwalniające doświadczenie :) Jeśli chodzi o książki, to jestem wybredna co do tych, które chcę mieć. Dlatego zamiast kupować, by przeczytać, a potem sprzedać – nie kupuję, pożyczam. Szkoda mi wydawać pieniądze na książki, których i tak się pozbędę.

  • Vespera Verril

    Też często kupuję książki już po ich przeczytaniu. I to takie, do których będę chciała wrócić. Problem w tym, że tych ulubionych książek mam sporo i zwykle są to wielotomowe cykle, które trochę przestrzeni zajmują. Takich typowych jednorazówek mam niewiele i mam zamiar je sprzedawać kiedy miejsce na półce zacznie się kończyć. Nieprzeczytanych mam tylko kilka i mocno pracuję nad tym, żeby zjechać z nimi do zera. Ogólnie twoja filozofia jest mi całkiem bliska, aczkolwiek ja np. nienawidzę pożyczać książek (aktualnie pożyczyłam jedną, widzę, że osoba, która ją wzięła, przeczytała dwadzieścia stron i rzuciła w kąt, bo często u niej jestem, strasznie mnie to denerwuje i chyba już niedługo upomnę się o zwrot, albo po prostu sama ją zabiorę, myślę, że nawet nie zauważy).

    • Wow, tylko kilka nieprzeczytanych książek na półce! Świetny wynik :) Ja pożyczam raczej tym, którym ufam, czasem mówię do kiedy, jeśli ktoś inny też czeka. A jeśli jakaś książka nie wróci… Cóż, to tylko książka ;) Nie pożyczam jedynie kilku najważniejszych dla mnie i najcenniejszych egzemplarzy.

  • Podoba mi się Twoje podejście do tematu. Obecnie mam książek za dużo. Już się nie mieszczą w biblioteczce. Zaczynam więc tak jak Ty selekcję. Część oddam lub sprzedam. Mam nadzieję większość. Zostaną te najbardziej wartościowe.

    • Czas na odgracenie :) Mniej niepotrzebnych rzeczy i od razu lepiej się oddycha – a przy okazji może ktoś się ucieszy z książek, których Ty już nie chcesz :)

  • Moja przygoda z poważniejszym czytaniem zaczęła się dzięki bibliotece. Uwielbiam biblioteki i choć moja biblioteka polska w Amsterdamie ma niewielki księgozbiór to zawsze coś się znajdzie. Gdybym mieszkał w pobliżu dobrze zaopatrzonej biblioteki to moje zakupy bardzo by się ograniczyły.
    Na półce zazwyczaj zostawiam książki do których mam zamiar wrócić. I co ciekawe wracam do nich, choć jest jeszcze sporo nieprzeczytanych. Poza tym nie mam problemu, aby wydać książkę, podrzucić na jakąś miejską półkę lub pożyczyć komuś i zapomnieć, że się pożyczyło. Nie zależy mi też na wielkiej biblioteczce, ale lubię mieć książki i jakiś wybór. Staram się, aby ich nie było więcej niż 150-200. Może uda mi się zejść bliżej 100 i wtedy będzie dobrze.
    Dzięki za ten wpis, bo przypomniał mi, że czas przewietrzyć trochę półki.
    A! I trafiłem na ten wpis po rekomendacji Rafała z Czytam Recenzuję :) Ustawiam powiadomienia teraz, żeby być na bieżąco :)

  • Monika Zawiślak – GreenEye

    W świetle tego co napisałaś, wygląda na to, że nie jestem typowym molem książkowym. Kupowanie książek, żeby się pochwalić, komuś zaimponować? Nawet do głowy mi to nie przyszło. Na nowości też się nie rzucam. Od czasu do czasu przeglądam dział nowości w Empiku, zapisuję sobie pozycje, które mnie zainteresowały i sukcesywnie nabywam. Z bibliotek nie korzystam, bo na nowości trzeba czekać tam miesiącami, a jak mam ochotę przeczytać daną pozycję, to nie lubię czekać nie wiadomo ile. Tym bardziej nie mam czasu, by biegać do kilku bibliotek! Książki zamawiam przez internet, bo jest szybciej, taniej itd. Przeciw e-bookom buntuje się. Wystarcza mi uzależnienie od smartphone i laptopa. Może to głupie, ale książki traktuje trochę, jak ostatni bastion w bitwie papier kontra elektronika. Swoich książek nie lubię pożyczać, wiem niskie to, ale nie lubię i już. Pożyczam tylko osobom, które wiem, że książek nie niszczą i zawsze je oddają. I nie mam na półkach książek, których nie przeczytałam – to jest dopiero dziwne! Zgadzam się, że po mojej śmierci ilość książek, które zgromadziłam i jeszcze zgromadzę, będzie dla moich najbliższych sporą niewygodą. Ale od czego są biblioteki, którym będzie można część książek przekazać i firmy, które zajmują się przeprowadzaniem kłopotliwych porządków. Nie popadajmy w paranoje. Rozumiem natomiast i absolutnie nie potępiam osób, które w myśl nie otaczania się dużą ilością przedmiotów, nie gromadzą m.in. książek. W Twoich radach takie osoby na pewno znajdą przydatne dla siebie wskazówki. Pozdrawiam

    • kanis

      Ebooki są świetnym rozwiązaniem dla kogoś żyjącego na walizkach lub dla osób mieszkających w miejscu, gdzie nie ma polskich księgarń. Jeszcze taka mała uwaga – czytnik ebooków służy tylko do czytania ebooków. Sam korzystam z jednego od lat. To nie jest urządzenie od którego można się uzależnić. Niemniej czytnik to tylko alternatywa, wygodna alternatywa. Wiadomo, normalna książka jest o niebo lepsza.

    • Nie daję rad, ale piszę o swoim podejściu. Jeśli ktoś z niego wyniesie coś dla siebie, to super :) Też pozdrawiam.

  • Również należę do tych, którzy nie gromadzą książek. Nie widzę sensu, żeby stały na regale i zbierały kurz.

  • kanis

    Świetny artykuł. Mam podobne podejście do literatury i czytelnictwa. Czytam na okrągło, jedną książkę kończę, zaczynam drugą. Z czego większość to ebooki, do których przekonałem się jakiś czas temu. Dlaczego – z podobnego powodu jaki opisałaś powyżej, brak miejsca w domu na nowe książki ale też niechęć do tarmoszenia pudeł przy przeprowadzce z książkami, które jeżeli będę kiedyś jeszcze chciał przeczytać, to sobie najzwyczajniej w świecie je kupię. Nie widzę sensu w gromadzeniu półek zawalonych książkami, nawet jeżeli kupuję nowe książki (a robię to tylko wtedy kiedy nie mogę znaleźć wydania elektronicznego), to po przeczytaniu je oddaję albo do biblioteki albo odsprzedaję komuś za półdarmo. Wyjątkiem są takie pozycje, które w jakiś szczególny sposób są wyjątkowe lub obecnie ciężko jest je kupić. Obecnie w domu mam może ze dwadzieścia książek, z czego połowa to ta czekająca na przeczytanie. Druga połowa to zaś ta, którą sobe zatrzymam. Staram się nie powiększać niepotrzebnie swojej kolekcji i nie rozumiem ludzi wklejających fotki na facebooku z półkami uginającymi się od nowości. Mi to niepotrzebne. Lubię skromne życie, poza tym uważam, że trzymanie kilkuset książek wyłącznie dla siebie to samolubstwo. Ja nie lubię dostawać prezentów, to znaczy kto nie lubi prawda? Lubię ale nie chcę. Powodem tego jest też kwestia finansowa osób, które te prezenty mi robią, wolę, by pieniążki z prezentu dla mnie przeznaczyć na przykład na moich siostrzeńców, gdyż ja wychodzę z założenia, iż mam wszystko co mi jest potrzebne. No prawie. W każdym bądź razie więcej przyjemności czerpię z obdarowywania kogoś prezentami niż samemu z przyjmowania prezentów. Dlatego lubię dzielić się książkami. Gdy kupuję jakaś książkę i ją przeczytam to z reguły oddaję dalej. A co? Niech ktoś inny sobie poczyta, po co ma u mnie leżeć i świecić kurzem na półce? Uważam ideę dzielenia się przeczytanymi książkami za piękną. Kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy trzymają w domu każdy zakupiony tomik twierdząc, że każda książka ma dla nich szczególną wartość dlatego nie mogą się też z nimi rozstać. Totalnie chybione tłumaczenie jak dla mnie. Bezsensowne i mijające się celem jakim jest miłość do książek, przez niektórych pojmowana w bardzo szczególny i samolubny sposób. Bardzo spodobał mi się twój artykuł, byłoby miło gdyby więcej osób podążało twoim tokiem myślenia. Przeczytać i oddać. Nie każdego niestety stać na książkę. A nawet jeżeli, to jak ktoś już powiedział: „książka żyje tyle razy, ile została przeczytana”. Zatem zamiast egoistycznie wypełniać półki w swoim mieszkaniu książkami rzućmy je w obieg, niech inni też mają z nich radochę.

  • Wydaje mi się, że jestem Twoim przeciwieństwem. Mam mnóstwo książek, wiele z nich nieprzeczytanych, zalegających na półkach, a wciąż dochodzą nowe… ale nie wyobrażam sobie domu bez dużej ilości książek. Mój dom rodzinny taki zawsze był i gdy z mamą robiłyśmy porządki w biblioteczce to zawsze kończyło się tak, że nigdy nic nie chciałyśmy oddać. Ja książki oddaję, lecz tylko te, które już przeczytałam i są dla mnie „jednorazowe” wędrują do biblioteki. A takich, które chcę zatrzymać jest bardzo dużo.

    Traktuję książki przede wszystkim oczywiście jako nośniki słowa, ale też jako ładne przedmioty, które uwielbiam podziwiać i które wywołują we mnie mnóstwo wspomnień. I tak moje stare wydanie „Ani z Zielonego Wzgórza” kupiła mi mama podczas wakacji w Piwnicznej – Zdrój, gdzie cały czas padało i musiałyśmy siedzieć w pensjonacie, zamiast szaleć po górach. „Wyznaję” Jaume Cabre (wraz z kilkudziesięcioma innymi książkami) otrzymałam w prezencie ślubnym od koleżanki i w dodatku z piękną dedykacją. „Pchli pałac” Elif Safak czytałam podczas niesamowitych wakacji w Chorwacji, a mroźną i troszkę śnieżną „Przygodę z owcą” w egipskich upałach. Praktycznie każda książka, którą decyduję się zatrzymać i gromadzić na mej półce (obecnie mam ok. 500 tytułów, a może i więcej) wiąże się z takimi wspomnieniami i ilekroć patrzę na me półki czuję się szczęśliwa.
    Korzystałam dużo z bibliotek, chociaż miałam kilka przerw, jednakże przy obecnym stanie mej biblioteczki odczuwam wyrzuty sumienia czytając nowości (bo zwykle takie książki przynosiłam do domu) biblioteczne. Mam też czytnik, na którym staram się trzymać te jednorazowe lektury :)

    Być może niedługo czeka mnie przeprowadzka i to przy tak dużej ilości tomów może być problemem, ale dochodzę do wniosku, że nie lubię zmieniać miejsca (do tej pory przeprowadzałam się tylko raz – z mojego domu rodzinnego do obecnego mieszkania z mężem) więc raz na jakiś czas mogę pakować i przewozić moje książki. Z pewnością w kolejnym miejscu osiądę bowiem na dłużej.

    • W moim domu rodzinnym też było sporo chomikowania i od dziecka wydawało mi się, że wszyscy tak robią, ale zmieniło mi się podejście. Wraz z upływem czasu zmniejsza się liczba materialnych rzeczy, do których czuję się przywiązana emocjonalnie. Z książkami mam podobne wspomnienia, jak Twoje, choć niektóre z nich nie były moje, a inne to ebooki. Przypominam sobie po prostu wrażenie, jakie towarzyszyło mi przy czytaniu danego tekstu, miejsce i okoliczności. To trochę tak, jak z piosenkami, które wywołują wspomnienia. Każdemu to, co go uszczęśliwia :)

  • Inspirujący post….bardzo. I zaczynam coraz bardziej przychylać się do takiego myślenia.
    Ja jestem kolekcjonerką i uwielbiam kupować książki… nie nowości a raczej literaturę z poprzedniego wieku i moja biblioteka wciąż jest zaopatrywana. Jednak również coraz częściej posyłam w obieg te, których zatrzymywanie nie ma sensu.

  • Ruda

    Tak, tak, po siedmiokroć tak. Po uzbieraniu wielkiej biblioteczki, połączeniu jest z biblioteką męża – zaczęłam się jej pozbywać. Najpierw do bibliotek publicznych, bo pomyślałam, że to tak, jakbym je miała, tylko na półce poza mieszkaniem. Potem, gdy zaczęłam mieć mniej sentymentu, a więcej dystansu do książek (a może i do własnego ego), zaczęłam je sprzedawać. Jestem pod wrażeniem, ile pieniędzy wydałam na czasopisma i książki i półki… i po co? Wszystko to mogłam wypożyczyć. Mój cel na teraz: ograniczyć liczbę książek do jednego regału.
    Mam też książkę, którą kupiłam po przeczytaniu, tj. „Skonsumowani” Barbera.

    • „Dystans do własnego ego” – ładnie powiedziane :) Po części chyba też o to chodzi – żeby nie to, co posiadamy materialnie budowało naszą tożsamość, przynajmniej chyba lepiej, żeby tak nie było ;)

  • Ha, minimalizm jest ostatnio na czasie, ale moja babcia pracowała w czytelni oraz w bibliotece i stąd marzenie o zagubieniu się pośród półek jest chyba po prostu częścią mojej osobowości. Z bibliotek nadal korzystam, ale nie przeszkadza mi to w kupowaniu i kolekcjonowaniu książek, które traktuję jako swoiste dzieła sztuki – stąd bardzo ważne są dla mnie wydania. Boli mnie wręcz, kiedy dobry tytuł publikowany jest na marnym papierze, w miękkiej oprawce czy z kiczowatą okładką.

    • Ja też w bibliotece dostaję zawrotu głowy, osiągam nirwanę i chodzę jak zaczadziała między półkami, ale nie chciałabym zamieniać domu w bibliotekę :) Natomiast doskonale rozumiem niechęć do kiepskich, tandetnych wydań.