Połówka żółtego słońca, Chimamanda Ngozi Adichie

Dorastałam w cieniu Biafry. Dorastałam słuchając historii „sprzed wojny” i „po wojnie”; jak gdyby wojna w jakiś sposób podzieliła wspomnienia mojej rodziny.

mówi Chimamanda Ngozi Adichie. Jej Połówka żółtego słońca to hołd złożony pamięci o narodzie, który istniał niecałe trzy lata oraz próba zmierzenia się z rodzinnym spadkiem trudnych wspomnień.

Powstanie Biafry poprzedziło kilka lat ekonomicznego i politycznego chaosu, w którym stopniowo pogrążała się Nigeria od odzyskania niepodległości w 1960 roku. Problem stanowiło zwłaszcza  narastające napięcie na tle etnicznym. Animozje pomiędzy głównymi plemionami i nieudolność rządu centralnego doprowadziły do zamachu stanu, za którym stali głównie oficerowie z plemienia Igbo. Próby zaprowadzenia jedności w kraju zakończyły się klęską – kontrzamachem oraz rzezią przeprowadzoną na północy przez plemiona Hausa i Joruba na Igbo, oskarżanych o dominację. Setki tysięcy Igbo uciekły na wschód Nigerii. W 1967 roku ogłosili powstanie na tych terenach własnego, niepodległego państwa – Biafry. Na jej fladze umieścili połówkę żółtego słońca. Symbol wschodzącej nadziei i wspaniałej przyszłości, jaka miała ich czekać. Wkrótce potem w Nigerii wybuchła wojna domowa.

 

Połówka żółtego słońca Chimamanda Ngozi Adichie
Chimamanda Ngozi Adichie, „Połówka żółtego słońca”, wyd. Sonia Draga 2009

 

Martín Caparrós w swoim reportażu wspomina, jak jako nastolatek zobaczył wstrząsające zdjęcia wychudzonych dzieci z Biafry i po raz pierwszy w życiu usłyszał sformułowanie „umierać z głodu”. Pod koniec lat 60. XX wieku Biafra stała się synonimem śmierci głodowej. Wojennego okrucieństwa wobec cywilów na wielką skalę. Szacuje się, że podczas tego konfliktu ponad milion ludzi zginęło z głodu – po tym, jak Nigeria postanowiła odciąć Biafrę od dostaw żywności, a biafrańscy przywódcy przeznaczali pieniądze z pomocy humanitarnej na zakup broni.

Te wydarzenia opisuje Chimamanda Ngozi Adichie. Jednak jej Połówka żółtego słońca nie jest kroniką heroizmu, ani patetycznym protestem – pomimo tego, że wojna odcisnęła silne piętno na losach rodziny autorki. Połówka żółtego słońca jest kulminacją wcześniejszych literackich poszukiwań Adichie, by opisać tę wojnę w sposób dobitnie pokazujący jej dramat, ale bez popadania w górnolotny ton.

„Tyle wiemy o sobie…”

Zamiast generałom i działaniom na froncie, w Połówce żółtego słońca towarzyszymy kilku zwyczajnym bohaterom, którym wojna całkowicie zmienia życie. Całą historię poznajemy z trzech punktów widzenia – Olanny, Ugwu oraz Richarda.

Najpierw obserwujemy ich jak z nadzieją snują śmiałe plany w nowej, niepodległej Nigerii. Jest początek lat 60., a oni są młodzi, wykształceni i pełni zapału chcą tworzyć przyszłość. Co wieczór w swoim salonie Odenigbo, wykładowca nowootwartego uniwersytetu w Nsucce, prowadzi płomienne polityczne debaty ze swoimi przyjaciółmi.

Takim poznaje go Ugwu – trzynastoletni wiejski chłopak, którego Odenigbo bierze do siebie na służbę. „Pan” imponuje Ugwu swoją charyzmą i wiedzą. Płaci za jego edukację, a Ugwu potajemnie podczytuje jego książki i naśladuje go.

W takim Odenigbie zakochuje się Olanna – córka bogatego przedsiębiorcy, która po zakończeniu europejskiej edukacji szuka pomysłu na siebie. Odenigbo jest silny i zawsze zdecydowany co do kierunku, w którym zmierza. Olanna zaś jest bojaźliwa i niepewna siebie – inaczej, niż jej sceptyczna bliźniaczka Kainene, która jednak pod sarkazmem i niedostępnością także skrywa pragnienie posiadania własnego celu w życiu. Dopiero Richard, aspirujący brytyjski pisarz, powoduje drgnienie w jej sercu.

Na tym etapie Połówka żółtego słońca jest właściwie opowieścią o pragnieniu przynależności. Każdy chce gdzieś i do kogoś należeć. Ugwu, choć świadom różnic klasowych, z całych sił pragnie stać się częścią rodziny Olanny i Odenigba. Odenigbo ma aspiracje tworzyć nową nigeryjską inteligencję, a Olanna – być w tym jego wierną towarzyszką. Również Richard ma nadzieję, że w Afryce wreszcie zbuduje swoją tożsamość i wytrwale podejmuje kolejne, często żenujące, pisarskie próby.

I kiedy oni wszyscy, pomimo różnych osobistych burz, zaczynają mościć się w swoich życiach jak w „sieci utkanej z miękkich piór”, dramatyczne wydarzenia w Nigerii wywracają ich losy do góry nogami. Z początku wojna – paradoskalnie – nadaje działaniom bohaterów więcej sensu i cele: patriotyzm, poczucie wspólnoty, pomoc potrzebującym. Jednak w miarę jak sytuacja się pogarsza, dla niektórych jedynym planem staje się już tylko przetrwanie.

Wielokrotnie podczas lektury na myśl przychodziły mi słowa Wisławy Szymborskiej: „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Bohaterowie Połówki żółtego słońca zostają brutalnie skonfrontowani z wyobrażeniami, jakie mają na swój temat. Nieoczekiwanie dla nich samych, wojenna codzienność zmusza ich do podejmowania decyzji, którymi w czasie dobrobytu normalnie by się brzydzili. Okazuje się, ile warte są ich ideały i jak długo potrafią przy nich wytrwać.

Ludzka Perspektywa

Wielką siłą książki Adichie jest realizm. Nie mam tu jedynie na myśli zgodności fabuły z historycznymi faktami, ale przede wszystkim wiarygodne postaci pokazujące psychologiczne skomplikowanie ludzkiej natury. Ich słabości i potknięcia skutkują nieoczekiwanymi zwrotami akcji, ale też czynią powieść przekonującą. A przecież o ile prościej byłoby zrobić z Odenigba bohatera. Albo utrzymać czytelnika w przekonaniu o szlachetności Ugwu.

Adichie równie łatwo mogłaby zmitologizować Biafrańczyków. Uczynić ze wszystkich męczenników wiernych idei. I choć w powieści nie brak przykładów ludzkiej solidarności i odwagi, Adichie nie boi się obnażać prawdy. Pokazuje stopniowe załamywanie się nowego narodu, wyniszczonego głodem. Opisuje nędzę biafrańskiej armii – często zbieraniny bosych, niedożywionych chłopców z łapanki, którzy wcale nie mieli ochoty ginąć za nową ojczyznę. Pisze też o niegodziwościach biafrańskich przywódców i o nienasyconych ambicjach prezydenta Ojukwu, które przysporzyły zwykłym cywilom jeszcze więcej niepotrzebnych cierpień.

Okrucieństwo wojny ujawnia się w detalach. Więcej niż drastycznych scen mordów jest tu codziennego życia zwykłych ludzi, które staje się coraz cięższe, coraz mocniej naznaczone strachem o przetrwanie i coraz bardziej pozbawione nadziei. Śmiertelny głód to nie opisy masowych zgonów, ale coraz chudszy krewny, który ledwo może ustać na nogach, rozpacz w centrum pomocy humanitarnej, wychodzące garściami włosy córki i ospały chłopczyk z brzuchem jak piłka, większym z dnia na dzień, który pewnego dnia przestaje pojawiać się wśród innych dzieci.

 

Połówka żółtego słońca Połówka żółtego słońca, Chimamanda Ngozi Adichie
„Połówce żółtego słońca” przyświeca motto: „Obyśmy nigdy nie zapomnieli”.

 

Połówka żółtego słońca jest sumą takich jednostkowych perspektyw. Pisząc o wojnie i cierpieniu, Adichie pokazuje je zawsze oczami swoich bohaterów – w sposób, w jaki oni ich doświadczyli. A jednak składa się to wszystko na dość dobry obraz tego konfliktu.

Połówka żółtego słońca jest również opowieścią o lojalności, miłości oraz – o sile. Tej niezwykłej, długodystansowej sile, którą w chwilach największej próby odnajdują w sobie ci do tej pory najsłabsi. Nie dziwi, że w powieści Adichie, tak jak często w prawdziwym życiu, są to kobiety.

Oblicza Nigerii

Z myślą o Zachodnich czytelnikach, książka pełna jest szczegółów z nigeryjskiego życia – opisów potraw, zwyczajów. Nie przytłaczają one jednak narracji, która jest zajmująca i toczy się sprawnie. Momentami jedynie jak gdyby zwalnia i utyka – czy to wina przekładu? Połówkę żółtego słońca tłumaczył Witold Kurylak, który przełożył również Middlesex Jeffreya Eugenidesa, przy lekturze której nie miałam takich odczuć. Pozostaje jedynie porównać przekład z oryginałem.

Natomiast w oryginalnym angielskim wydaniu plemię, które stworzyło Biafrę, określa się mianem Igbo, nie Ibo, jak w polskiej wersji. Nazwa ta jest powszechnie przyjęta na świecie i preferowana również przez samych Igbo. Być może w nowym wydaniu z 2017 roku powrócono do niej, jednak nie sprawdzałam tego.

 

Pamięć o Biafrze jest wśród Igbo wciąż żywa. W tym roku przypada pięćdziesięciolecie tej wojny, a w Nigerii znów narastają separatystyczne tendencje i plemienne animozje.

Adichie upamiętniła Biafrę, pokazując jej dążenia, nadzieje i cierpienia w czasie krótkiego istnienia tego państwa. Uwieczniła wojnę, która z początku została zignorowana przez świat, zaabsorbowany toczącymi się w tym samym czasie walkami w Wietnamie i ruchami kontrkulturowymi w Ameryce oraz Europie.

Adichie udało się opisać to, co nieopisywalne, ale bez patosu. Połówka żółtego słońca gra subtelnymi obrazami, które jednak trudno zapomnieć. Na przykładzie zwykłych ludzi pokazuje, czym jest wojna w codziennym, wyniszczającym wymiarze.

 

Chimamanda Ngozi Adichie, Połówka żółtego słońca, przeł. Witold Kurylak, Sonia Draga, Katowice 2009

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

(Visited 88 times, 1 visits today)
  • Świetna recenzja świetnej książki. Pamiętam, że dla mnie najważniejsze były dwa czynniki – poznawczy i ludzki. Z tej książki dowiedziałem się w ogóle o tym konflikcie. Zgadzam się, że bardzo ważne są tu poszczególne perspektywy i to w realistycznym ukazaniu przeżyć, uczuć i reakcji ludzkich leży siła tej powieści. Historia jest tu niby w tle, ale ożywa właśnie dzięki tej wiarygodności.

    A tak jako ciekawostki – biafrańskimi siłami lotniczymi, jak mizerne one nie były, dowodził Jan Zumbach – as z czasów Bitwy o Anglię.

    • Zgadzam się, Adichie bardzo umiejętnie wplata funkcję poznawczą w fabułę. Np. fakty dot. wojny poznajemy dzięki pisanej przez jednego z bohaterów książce w książce. Zatem, nawet nie wiedząc nic o Biafrze i Nigerii, spokojnie można po tę powieść sięgnąć.
      O tym Polaku w lotnictwie gdzieś coś słyszałam, ale nie wiedziałam, jak się nazywał, dzięki :)

      Dziękuję za docenienie i zapraszam, poczytaj również inne moje teksty, może coś jeszcze Ci się spodoba :)

      • Dziękuję za zaproszenie, na pewno skorzystam.

        Też miałaś tak, że zaczęłaś potem więcej czytać o tej wojnie?

        • Tak, czytałam m.in. o Fredericku Forsytcie, który był pierwowzorem Richarda (bardziej biafrański niż sami Biafrańczycy, propagandowa tuba), o generale Ojukwu i jego megalomańskiej ambicji oraz trochę o kondycji współczesnej Nigerii i jej pamięci o tym konflikcie. Chinua Achebe napisał też autobiograficzną książkę „There Was a Country” – pamiętnik z czasów tej wojny, po który też kiedyś zamierzam sięgnąć.

          Wiesz, to jest tak, że wszystkie książki, o których piszę na tym blogu, czytam z powodu moich osobistych zainteresowań, a nie dlatego, że np. ktoś mnie poprosił o recenzję. Kryterium ich doboru jest moja własna ciekawość i miło mi, że mogę później podzielić się swoimi przemyśleniami z innymi. Często jest też tak, że jeśli temat mnie zainteresował, samodzielnie poszerzam go sobie po lekturze :)

  • Pięknie napisałaś o „Połówce żółtego słońca”, Wstyd się przyznać, ale dopiero książka Adichie odkryła przede mną wojnę w Biafrze, wcześniej nie miałam pojęcia, że takie państwo w ogóle istniało.
    Z ciekawości sprawdziłam wydanie Zysku z tego roku, dokładnie ten sam przekład Witolda Kurylaka i również stosuje nazwę Ibo. Jednak jeśli dobrze pamiętam (z opracowań które potem czytałam o Biafrze) chyba nawet w angielskim te nazwy stosowane są zamiennie.

    • Dziękuję za komentarz :) Żaden wstyd. Właśnie po to są książki i po to Adichie napisała swoją – takie komentarze jak Twój pokazują, że cel został spełniony. Dzięki za informację o przekładzie. Tak, w angielskim Igbo i Ibo są stosowane zamiennie (kiedyś było używanych jeszcze kilka innych wariantów). Adichie trzyma się wersji Igbo. Moja informacja o preferowanej wersji Igbo pochodzi z kwerendy Internetu i różnych anglojęzycznych forów przed napisaniem tego tekstu :)