Mężczyźni objaśniają mi świat, Rebecca Solnit

Minęło dokładnie dziesięć lat od momentu, gdy Rebecca Solnit napisała swój esej Mężczyźni objaśniają mi świat. Wciąż popularny i udostępniany w Internecie, nadal adekwatnie opisuje pewną część naszej rzeczywistości. Esej ten użyczył tytułu całemu zbiorowi, wydanemu również w Polsce. Ten artykuł nie jest typową recenzja, ale rozważaniami na temat książki Solnit i tego, o czym pisze. A pisze ważne rzeczy.

Dzięki esejowi Mężczyźni objaśniają mi świat powstało słowo mansplaining (choć nie sama Solnit była jego autorką). Agnieszka Graff przełożyła je jako „męsplikacje”, a polska tłumaczka książki Solnit, Anna Dzierzgowska, proponuje „panjaśnianie”.

Nie nazwa jest jednak najważniejsza, a zjawisko, które Rebecca Solnit precyzyjnie opisuje. Jej esej spotkał się z szerokim odzewem wśród kobiet przede wszystkim dlatego, że potwierdził to, co od dawna podejrzewały: że nie są przewrażliwione, a traktowanie, z jakim się spotykają, to szerszy, społeczny problem. Uciszanie, przerywanie wypowiedzi, pomniejszanie znaczenia i wiedzy kobiet, zbywanie, objaśnianie im zjawisk z pozycji eksperta, którym się absolutnie nie jest – i jednocześnie nieprzyjmowanie do wiadomości tego, że ekspertką w temacie jest rozmówczyni, upupianie.

Mężczyźni objaśniają mi świat Rebecca Solnit

Mansplaining to protekcjonalizm, który pozwala deprecjonować wypowiedzi kobiet. Wynika z przekonania (nawet nieuświadomionego), że kobieta wie mniej od mężczyzny, a co za tym idzie – sama znaczy mniej. Jest to sprawa kulturowa, podobnie jak podchodzenie do dzieci jak do nie w pełni rozwiniętych ludzi (jeden z przejawów adultsplainingu).

Mansplaining wcale nie musi dotyczyć spraw wielkiego kalibru. To mogą być te wszystkie codzienne sytuacje, w których jedyny komentarz, na jaki stać panów, to pogardliwe „baby to zawsze…” lub „czemu, wy kobity, nigdy…”. To chociażby wieczne pouczanie żony przez męża na temat tego, jak powinno się lepić pierogi albo prasować koszule, choć sam nigdy tego nie robił.  

Od mansplainingu do przemocy

Codzienny mansplaining to jedynie wierzchołek góry lodowej. Rebecca Solnit wyznaje, że sama była zaskoczona, jak wychodząc od opisania różnych towarzyskich sytuacji doszła do szerszego wzorca przemocy domowej i gwałtów. Gdy jednak przeczyta się jej eseje, związek przyczynowo-skutkowy staje się jasny.

Przeświadczenie, że jest się mądrzejszym od kobiety, prowadzi do przekonania, że wie się również lepiej, co jest dla niej dobre, czym powinna się interesować, jak się ubierać, co myśleć. To przekonanie, posunięte dalej, sprawia, że mężczyźni czują się uprawnieni, by decydować, czy kobieta powinna pracować, czy nie i dlaczego za tę samą pracę można jej płacić mniej; jak ma karmić swoje dziecko i czy w ogóle ma je urodzić i jak. Kończy się to np. tym, że w naszym kraju sami mężczyźni siedzą i debatują, czy kobiety powinny mieć prawo do aborcji i w jakich przypadkach.

Nietraktowanie poważnie słów kobiety na codzień, oznacza też, że nie traktuje się poważnie jej „nie” w sytuacjach intymnych. Zgwałconej kobiecie w kulturze mansplainingu jest niezwykle trudno udowodnić, że padła ofiarą przemocy seksualnej, bo podważana jest jej wiarygodność. Nie jest to jedynie przypadek niektórych krajów Bliskiego Wschodu, gdzie słowa kobiety musi poświadczyć mężczyzna. W książce Polska odwraca oczy Justyna Kopińska opisuje żenującą i wyczerpującą batalię sądową zgwałconej tłumaczki, której zeznania były kwestionowane na wszelkie możliwe sposoby.

Rebecca Solnit pisze, że jest droga, która „prowadzi od drobnych towarzyskich niedogodności do brutalnego uciszania”. Do gróźb i systemowego zamykania ust. Przekonanie napastnika o swojej silniejszej pozycji społecznej sprawia, że ten czuje się w prawie, by nakazać ofierze milczenie. Jak pokazuje przypadek Harveya Weinsteina czy 21st Century Fox, ofiarom molestowania seksualnego zamykano usta umowami o poufności.  Zobowiązywano je do nieopowiadania o tym, co je spotkało oraz o szczegółach ugody w zamian za finansowe zadośćuczynienie. Podobną ugodę podpisała Nafissatou Diallo, ofiara Dominique’a Strauss-Kahna, o czym pisze Solnit w eseju Zderzenie światów w luksusowym apartamencie.

„Różne aspekty tego samego problemu”

Akurat ten esej, jest, niestety, najsłabszy w całym zbiorze. Rebecca Solnit rysuje polityczną analogię pomiędzy wykorzystywaniem seksualnym, a wykorzystywaniem ekonomicznym. Strauss-Kahn, reprezentujący MFW, jest tu Globalną Północą – mężczyzną napadającym na biedne kobiety – Afrykę i Azję. Jednak problemem tekstu są moralne uproszczenia.

Kwestia postkolonialnej eksploatacji jest bardziej złożona niż prosta dychotomia: niewinna ofiara i rozmyślnie cyniczny agresor. Analizę działania MFW pełniej przedstawił Martin Caparrós w Głodzie. Nie można również, tak jak Solnit, czynić prostego porównania pomiędzy sprawą Diallo, a obmacywaniem w metrze, które spotkało znajomą autorki. Od każdej z tych kobiet głośny protest wymagał innego rodzaju odwagi. Solnit reflektuje się dopiero w post scriptum do eseju, pokazując, jaką nagonkę urządziły media na Diallo, by podważyć jej wiarygodność.

W późniejszym Syndromie Kassandry autorka bardziej całościowo przedstawia trudności, jakim musi stawić czoła kobieta występująca przeciwko mężczyznom na szczytach władzy. Opisuje zaciekłe ataki na Anitę Hill, która oskarżyła Clarence’a Thomasa, amerykańskiego sędziego Sądu Najwyższego, o seksualne nadużycia.

Mężczyźni objaśniają mi świat Rebecca Solnit

Mężczyźni objaśniają mi świat to książka o nierównościach i płciowych narracjach oraz o przemocy wobec kobiet – słownej, psychicznej i fizycznej. Solnit pisze o niejednakowym traktowaniu w domu i pracy, o stereotypizowaniu, poniżaniu, kulturze gwałtu. Wskazuje na powtarzające się wzorce tam, gdzie inni chcieliby widzieć wyizolowane przypadki.

Solnit mówi, że „przemoc zaczyna się od przyjęcia założenia, które brzmi: mam prawo cię kontrolować”. Mechanizmy, o których pisze, działają tak naprawdę we wszystkich stosunkach władzy, w których jedna strona jest bardziej uprzywilejowana od innej. Gdy jedna grupa rości sobie prawa do realizacji własnych celów kosztem drugiej. „Kobieta” z esejów Solnit jest zatem też metaforą „innego”, „obcego” – gorszego, wroga. Przychodzą mi na myśl drobiazgowe umowy o poufności, które zamykają pracownikom usta, gdy chcą opowiedzieć o nieuczciwych praktykach pracodawców, stosunek amerykańskiej policji do czarnoskórych obywateli, ostatnie podważanie wiarygodności nastolatków, protestujących w USA przeciwko swobodnemu dostępowi do broni, czy nawet sposób, w jaki przeprowadzono reprywatyzację w Polsce, o czym pisze Filip Springer w 13 piętrach.

Prawa kobiet prawami człowieka

Mężczyźni objaśniają mi świat to zbiór tekstów z różnych lat, powiązanych jednym motywem przewodnim: traktowanie kobiet we współczesnym, zachodnim świecie (choć pojawia się również jeden luźny esej o Virginii Woolf i Susan Sontag).

Obserwacje się powtarzają, co może też świadczyć o tym, jak wolno zmienia się nasza rzeczywistość. Jednak nierozwiązane społeczne problemy kumulują się, aż nie da się ich dłużej ignorować. Dzisiaj kobiety mówią głośno „mamy dość”, biorąc udział w czarnych protestach, czy solidaryzując się z ruchami #MeToo i Time’s Up, których sukces ma długo budowane podwaliny – m.in. z głosów takich, jak Rebeki Solnit, czy kampanii Everyday Sexism.

Być może jesteśmy świadkami tego, jak nierówność płci stopniowo przestaje być postrzegana jako wyłącznie „problem kobiet”. Solnit pisze, że “mężczyźni, którzy to zrozumieli, rozumieją także, że feminizm nie jest spiskiem, mającym na celu pozbawienie ich praw, ale kampanią na rzecz wyzwolenia nas wszystkich”. W końcu prawa kobiet to prawa człowieka.

Spotkałam się z opiniami kobiet, że Mężczyźni objaśniają mi świat to nic nowego. Dla nich to, o czym pisze Solnit jest oczywiste: że kobiety zawsze muszą liczyć się z możliwością seksistowskich uwag w pracy i na ulicy, że muszą ciężej pracować, by osiągnąć to, co mężczyźni, że gdy idą same po zmroku lub są na imprezie, gdzieś w tyle głowy nieodłącznie towarzyszy im obawa, że mogą zostać napadnięte i zgwałcone. Czy to nie straszne, że kobiety przyjmują takie sprawy za oczywistość? Pełne zaskoczenia reakcje mężczyzn na książkę Solnit pokazują, że ci najczęściej nie mają pojęcia o tym, jak wygląda rzeczywistość z punktu widzenia kobiet.

 

Gorzko-ironiczny przykład na to, jak traktowanie w społeczeństwie zależy od płci kulturowej znalazłam w wystąpieniu Pauli Stone Williams. Zanim zdecydowała się na zmianę płci, Paula miała ponadczterdziestoletnie doświadczenie życia jako mężczyzna, piastujący wysokie stanowiska w amerykańskim kościele ewangelickim. Williams mówi, że odkąd oficjalnie stała się kobietą, najwyraźniej „zgłupiała”. Mężczyźni zaczęli przerywać jej wypowiedzi albo tłumaczyć rzeczy, na których doskonale się zna. Nie ośmielali się tego robić, kiedy jeszcze była mężczyzną. Polecam obejrzeć jej wystąpienie jako dopełnienie rozważań nad książką Rebeki Solnit, w której nie chodzi o wojnę płci, ale o walkę z nierównościami.

Jak pisze autorka, i trudno tego nie dostrzec wokół, podział nie zależy od kulturowej czy biologicznej płci. Nie chodzi o dzielenie świata na „dobre” kobiety i „złych mężczyzn, bo „po jednej ze stron znajdziemy także konserwatywne kobiety, a po drugiej postępowych mężczyzn”. Podziały tkwią w myśleniu.

 

Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat, przeł. Anna Dzierzgowska, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2017

(Visited 192 times, 1 visits today)