#przeczytane – kwiecień 2021

Kiedy podsumowałam kwiecień okazało się, że ze wszystkich przeczytanych przeze mnie w tym miesiącu książek tylko… jedna była w papierze, reszta to audiobooki – co mocno mnie zaskoczyło. Jednak dzięki temu mam za sobą lekturę: polskiego hitu z ostatnich kilku miesięcy, młodzieżowych opowiadań fantasy, polskiego klasyka fantastyki, brytyjskiego świeżutkiego bestsellera, książki non-fiction o jedzeniu oraz polskiego tłumaczenia książki laureata Nagrody Nobla.

Czym jest życie Paul Nurse

Mój silny skręt w stronę audiobooków wyraźnie pokazuje, że czas na czytanie dla własnej przyjemności był w kwietniu dobrem deficytowym – tym bardziej więc cieszę się, że przekonałam się w końcu do audiobooków. Do słuchania zazwyczaj wybieram wciągające historie, za którymi łatwo jest podążać bez gubienia wątku przy okazji innych czynności. Poniżej kilka słów o moich kwietniowych lekturach. Jak zwykle przy tytułach angielskich podaję (jeśli są) polskie wydania.

Czuła przewodniczka – Natalia de Barbaro
  • audiobook, czyt. Maja Ostaszewska, Agora, 2021

Czuła przewodniczkaO tej książce jest bardzo głośno od jej premiery; ostatnio wyskakiwała na mnie niemalże z lodówki (czyli z prawie każdego bookstagrama). W pewnym momencie, według podglądu w aplikacji, audiobooka słuchało wraz ze mną 50 (!) innych – jak mniemam – kobiet. Szczerze powiem, że nie znalazłam w tej książce psychologicznych wniosków, z którymi nie zetknęłam się wcześniej, więc nie była ona dla mnie nagłym oświeceniem. Natalia de Barbaro opakowuje je jednak we własną, oryginalną nomenklaturę, pisząc o Potulnej, Królowej Śniegu, Dzikiej Dziewczynce i Czułej Przewodniczce jako cechach osobowości i rolach, które każda kobieta prezentuje w różnych sytuacjach. Autorka mówi o schematach zachowań, w które wpadają kobiety, przekonane, że droga do szczęścia wiedzie przez zaspokajanie oczekiwań innych – co, jak łatwo się można domyśleć, ma skutek całkowicie odwrotny. Autorka częstokroć przywołuje innych psychologów i różnorakie dzieła popkultury, zatem ktoś, ko interesuje się rozwojem wewnętrznym albo feminizmem zapewne natrafił na te treści wcześniej. Domyślam się jednak, że dla wielu czytelniczek w Polsce będzie to pierwsze pogłębione zetknięcie z innym niż patriarchalny punktem widzenia, które może zdjąć z nich poczucie winy za bycie wyrozumiałą i troskliwą wobec siebie samej. Interpretacja Mai Ostaszewskiej w audiobooku była zdecydowanie wartością dodaną.

Cud, Miód, Malina – Aneta Jadowska
  • audiobook, czyt. Zuzanna Galia, Sine Qua Non, 2020

Cud miód MalinaPo ukończeniu Czułej Przewodniczki miałam ochotę pozostać w kobiecej energii, zdecydowałam się więc na jedną z ostatnich książek Anety Jadowskej. Do poznania twórczości autorki zachęciło mnie jej bardzo dobre opowiadanie w antologii Silna. Cud, miód, Malina to zbiór opowiadań o magicznym klanie wiedźm, Koźlaczek, z głównodowodzącą groźną Aronią, która przejęła pałeczkę po swojej (obecnie ponadstuletniej) babci Narcyzie – rockendrollowej krzepkiej staruszce, wciąż pakującej się w tarapaty. Tytułowa Malina natomiast to córka Aronii, szukająca swojego magicznego powołania i starająca się udowodnić, że nie jest rodzinną czarną owcą. Choć grupa docelowa czytelników tej książki to nastolatki, ja bardzo dobrze się przy niej bawiłam. Opowiadania są bardzo współczesne, wartkie i zdecydowanie zręcznie napisane, w duchu female empowerment. Skrzą się humorem, a fabuła potrafi zaskoczyć. Dobra, wciągająca rozrywka w słowiańskim klimacie fantasy.

Auroville. Miasto z marzeń – Katarzyna Boni
  • audiobook, czyt. Ewa Abart, Agora, 2020

AurovillePo znakomitym Ganbare! Warsztaty umierania nie mogłam się doczekać, aż przeczytam tę książkę. Niestety, kolejny reportaż Katarzyny Boni okazał się wyjątkowo rozczarowujący, choć temat wyglądał na samograj. Auroville – spełniony sen, miasto przyszłości, zbudowane z niczego na indyjskiej pustyni przez zapaleńców wierzących w idee Matki (czyli Mirry Alfasy) i Śri Aurobindo, chcących stworzyć nowy gatunek człowieka. Utopia wcielona, zrodzona w l. 6o., kiedy wiał wiatr zmian i duchowej odnowy. 50 lat po jej inauguracji Katarzyna Boni wyruszyła sprawdzić, co zostało z tych marzeń. Część ideałów rozbiła się o ludzką małostkowość, podziały i porządek prawny, którego nie dało się przeskoczyć. O ile początek jest wciągający – autorka pokazuje, jakimi drogami przybywali do Auroville pionierzy z różnych stron świata i jakimi motywami się kierowali, o tyle dalej kierunek opowieści gdzieś się gubi. Boni wciąż wraca do tych samych wątków, sformułowań i obserwacji, nadaremnie krążąc w kółko po własnych śladach w poszukiwaniu prawdy, która jest mniej sensacyjna i ekscytująca niż w wyobrażeniach – a może to mieszkańcy Auroville nie chcieli zdradzić reporterce wszystkiego. Chociaż doceniam wysiłek autorki włożony w zbieranie informacji o Auroville (wraz z zamieszkaniem w mieście przyszłości), w końcu przestaje być jasne, jaki jest cel tej książki i co właściwie Katarzyna Boni chciała nią osiągnąć. Opowieść się rozmywa, staje się wtórna, a główne akcenty gdzieś gubią. Zresztą, jak autorka sama przyznaje, ostateczny tekst okazał się inny niż w zamierzeniach. Moje wrażenie jest takie, że z zebranego materiału Katarzyna Boni starała się uszyć za dużo, dosztukowując parafrazami encyklopedycznych haseł, szczególnie w ostatniej części.

Limes inferior – Janusz Zajdel
  • audiobook, czyt. Michał Staszczak, Aleksandria, 2018 (oryginał wydany w 1982 nakładem Iskier)

Limes inferiorLimes inferior uważane jest za jedną z klasycznych antyutopijnych powieści polskiej fantastyki i cyberpunku. Janusz Zajdel stworzył Argoland, miasto przyszłości, w którym mieszkańców obowiązują sztywno ustalone reguły. Społeczeństwo dzieli się na siedem klas – od najwyższej, zerowej, w rękach której jest władza, do najniższej, szóstej. Podział ten oparty jest na inteligencji i według oficjalnych reguł bardzo trudno jest zmienić klasę – a to z nią wiążą się zarobki i przywileje oraz cała ścieżka życiowa. Do kontroli społeczeństw służy Klucz – jednocześnie dokument identyfikacyjny, środek płatniczy (gotówka i wolny obrót towarów zostały wyeliminowane) oraz narzędzie kontroli. Klucz do złudzenia przypomina współczesne karty bankowe, które również umożliwiają śledzenie czynności właściciela – tu Zajdel okazał się wizjonerem (przewidział również dochód podstawowy). Jednak nawet najdoskonalszy system da się oszukać – stąd popyt na czarnorynkowe usługi lifterów (podnoszących klasy) i downerów (obniżających je – bo niektórzy nie chcą oficjalnie być zbyt inteligentni). Takim rasowym lifterem jest główny bohater, Sneer, który szczyci się tym, jak zręcznie lawiruje w systemowych lukach.  Ustalony porządek zacznie kwestionować dopiero wtedy, gdy sam wpadnie w tarapaty, a kilka poznanych osób zasieje w nim wątpliwości. Książkę można odczytywać jako krytykę komunizmu, z jego pozorną równością i ekonomiczną sprawiedliwością, za to rozbudowanym systemem inwigilacji, ale pole interpretacji jest szerokie i podczas lektury można snuć współczesne analogie. Mam jednak dwa główne problemy z tą książką. Pierwszym jest coś, co nazwałabym „znakiem czasów”, zwłaszcza peerelowskiej fantastyki – czyli przedstawienie kobiet. Postaci kobiece są właściwie nieobecne; jeśli się pojawiają, pełnią funkcje instrumentalne i najczęściej ukazane są w niekorzystnym świetle. Oprócz matki Sneera i tajemniczej, nierealnej Alicji, kobiety, które spotyka Sneer zarabiają punkty na swoje Klucze przede wszystkim sprzedając swoje wdzięki. Problemem drugim jest zakończenie – niemalże magiczna wolta, która, w mojej ocenie, z nagła sugerując możliwość cudownego ocalenia, trywializuje fabułę i wyzwania, jakie stoją przed ludzkością. Limes inferior nie przypadnie do gustu tym, którzy preferują sci-fi oparte bardziej na akcji niż na filozoficznej refleksji (dużo tu monologizowania). Również język powieści jest momentami dość toporny.

Tak dziś jemy. Biografia jedzenia – Bee Wilson
  • audiobook w oryginale (The Way We Eat Now), czyt. autorka, HarperCollins UK, 2019; polskie wydanie: Sine Qua Non, 2020

Tak dziś jemyCo wpływa na wybory żywieniowe, których dokonujemy? Czy o wszystkim, czym się karmimy decydujemy samodzielnie? Jak zmieniła się kultura jedzenia w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat i dlaczego zmierza w kierunku globalnej unifikacji? Kto kontroluje to, co trafia na nasz stół i kto na tym zarabia? Bee Wilson porusza ogrom tematów związanych ze współczesnym odżywaniem się, zwłaszcza w świecie zachodnim. Mówi m.in. o podrabianiu jedzenia, o nieetycznych praktykach koncernów, gigantycznym udziale przekąsek we współczesnej diecie (tzw. snackification), głodzie i zjawisku chudych dzieci z niewspółmiernie dużą tkanką tłuszczową. Siłą rzeczy, niektóre informacje będą znane lub wtórne; inne – nowe i prowokujące do przemyślenia, skąd pochodzą nasze kalorie. Cała książka napisana jest w stylu gazetowych reportaży – co na dłuższą metę może okazać się męczące, więc moim zdaniem bardziej nadaje się do czytania w odcinkach. Nie jest sensacyjna, ani wstrząsająca; autorka też nieco gloryfikuje pewne style odżywiania, ale naświetla zjawiska, o których możecie nie mieć pojęcia. Dla mnie dużym zgrzytem okazało się coś, co myślę, że, paradoksalnie, dla innych może być zaletą – mianowicie konkretne porady, jak się zdrowo odżywiać, zamieszczone na samym końcu. Raz, że są łopatologiczne, a dwa – w kontekście całej książki pasują mi jak kwiatek do kożucha. Niestety, nie jestem też fanką okładki w polskiej edycji, dlatego zamieszczam jedną z brytyjskich. Poza tym sądzę, że to jedna z lektur, które raczej mogą wzbogacić czytelników o nowe informacje. Ja zaczęłam wykorzystywać jej fragmenty na zajęciach językowych z moimi studentami.

The End of Men – Christina Sweeney-Baird
  • audiobook w oryginale, czyt. zespół lektorów, HarperCollins UK, 2021; planowane polskie wydanie: Czarna Owca (data premiery nieznana)

The End of MenBrytyjska gorąca nowość – psychologiczny dystopiczny thriller, do którego prawa do tłumaczenia sprzedały się jak do tej pory na 17 języków. Przedstawia świat w bliskiej przyszłości (akcja rozpoczyna się w 2025 roku w Szkocji), kiedy to pojawia się nieznany, śmiertelny wirus, który w krótkim czasie gwałtownie uśmierca 90% światowej męskiej populacji. Podobno powieść została ukończona w 2019 roku, więc jeszcze przed pandemią koronawirusa, ale wiele wątków brzmi tak bardzo znajomo, że albo autorka jest wizjonerką, albo książka została mocno poddana późniejszej edycji, bo zbieżności są zastanawiające. Zupełnie inny był więc dla mnie jej odbiór teraz, niż gdybym czytała ją przed 2020 rokiem. Wtedy zapewne wydałaby mi się oryginalna, a tak, poza konceptem, że wirus atakuje tylko mężczyzn, na palcach liczyłam motywy, które mnie zaskoczyły i których (niestety) nie znałabym z rzeczywistości. Narratorkami są, poza jednym-dwoma wyjątkami, wyłącznie kobiety. To aspekt, w którym różne głosy lektorów zdecydowanie pomagały się nie pogubić. Muszę przyznać, że o ile fabuła nie zawsze zaskakiwała, o tyle emocjonalne wiwisekcje utraty, żałoby i strachu są bardzo dojrzale napisane i są najmocniejszym punktem tego debiutu. Ziemia po pandemii to świat wdów, osieroconych matek i singielek, których straszne doświadczenia nauczyły, że muszą w wielu sprawach liczyć wyłącznie na siebie. Pomyślcie o tych wszystkich zmaskulinizowanych sferach życia publicznego oraz zawodach, jak wojsko, policja, czy technicy wszelkiej maści, w których prawie z dnia na dzień znikają. Pociąga to za sobą oczywiście znaczące konsekwencje gospodarcze, społeczne i polityczne. Również mansplaining w pełnej krasie sprawia, że pandemia zostaje zignorowana na bardzo wczesnym etapie, tylko dlatego, że alarm wszczęła lekarka, której z powodu dawnych problemów natury psychicznej przyklejono łatkę histeryczki. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, ale tutaj nie śmieje się prawie nikt (może oprócz tych, co zarobią na szczepionce). Jeśli już pojawia się uśmiech, to najczęściej przez łzy.  Książka jest feministyczna w wydźwięku, ale nie dlatego, że chce udowadniać, że kobiety sobie same poradzą. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że nie obejdziemy się bez różnorodności i równości, a płeć biologiczna nie musi i nie powinna determinować wielu aspektów życia. W tym kontekście zdumiewa więc i rozczarowuje potraktowanie po macoszemu wątku społeczności LGBTQ+, która nagle znalazła się w okropnie trudnym położeniu. Dziwi też brak większego zaawansowania technologicznego w świecie przyszłości, choć ironiczny uśmieszek wywołuje nieśmiertelność powerpointowych prezentacji, które nadal okazują się nieodzowne podczas spotkań na najwyższym szczeblu. Mam jednak wrażenie, że ta książka zostanie mi w pamięci.

Czym jest życie? Biologia w pięciu krokach – Paul Nurse
  • przeł. Aga Zano, Marginesy, 2020

Czym jest życie, Paul NursePierwsza książka brytyjskiego genetyka, zdobywcy Nagrody Nobla za badania nad regulacją cyklu życia komórkowego. Do jej wprowadzenia na polski rynek przyłożyłam swój paluszek 🙂 Paul Nurse zdecydował się na napisanie książki popularnonaukowej, która możliwie zrozumiałym językiem wyjaśni, jak biologia rozumie odpowiedź na podstawowe pytanie tej dziedziny, czyli właśnie – czym jest życie. Pięć tytułowych kroków to lekcje na temat fundamentów biologii: komórki, genów, doboru naturalnego i ewolucji, procesów chemicznych oraz procesów, bez którego wszystkie inne nie działałyby, czyli przetwarzania informacji. Przyznam, że nigdy nie byłam orłem z biologii, ale dzięki tej książce wreszcie zrozumiałam, o co chodziło w zagadnieniach, które spędzały mi sen z powiek w liceum. Nie ukrywam, że wymagało to ode mnie uważnego czytania – autor bowiem traktuje inteligencję czytelników z szacunkiem. Jego objaśnienia są klarowne, ale nie nadmiernie uproszczone, mimo że to książka dla laików, a nie biologów. Naukowe rozważania autor przeplata wspomnieniami z własnej pracy i kariery zawodowej, co jest arcyciekawe. Gdyby nie odkrycia Nurse’a, których dokonał mozolnie badając komórki drożdży, nie zrozumielibyśmy np. jak działają nowotwory. Jego styl pisania jest elegancki, płynny, a przekład Agi Zano doskonale go oddaje. Bardzo doceniam też to, że tłumaczka gładko wprowadza feminatywy, m.in. w nazwach naukowych profesji (w angielskim są one w większości uniseksowe) – zabieg, który jednak kilka lat temu wcale nie byłby oczywisty. Miniatura tego nie oddaje, ale Marginesy wydały tę książkę bardzo pięknie, w à la płóciennej twardej oprawie, ze złoceniami na przedniej i tylnej okładce.

Która książka najbardziej Was zainteresowała? 🙂

 

(Visited 178 times, 1 visits today)